Content warning: W języku potocznym zamiast określeń ogólnych kategorii programów często używa się nazw konkretnych produktów, np. „Word” zamiast „edytor tekstu” czy „Excel” zamiast „arkusz kalkulacyjny”. W naszej ankiecie, przeprowadzonej między lutym a marcem 2025 roku
W języku potocznym zamiast określeń ogólnych kategorii programów często używa się nazw konkretnych produktów, np. „Word” zamiast „edytor tekstu” czy „Excel” zamiast „arkusz kalkulacyjny”.
W naszej ankiecie, przeprowadzonej między lutym a marcem 2025 roku wśród uczniów szkół średnich, 53% respondentów preferowało otwarte oprogramowanie nad własnościowe, 20% odwrotnie, a reszta nie opowiedziała się wprost za żadnym z nich. Komentując ankietę, jeden z użytkowników serwisu Hejto zauważył, że „bardzo ciężko jest wyjść z tak zaawansowanych narzędzi…”. Powołał się przy tym na przykład Rosji, gdzie mimo sankcji system operacyjny Windows jest nadal używany, choć bez kluczy czy wsparcia technicznego.
Aż 87% respondentów stwierdziło, że korzystałoby z otwartego oprogramowania, gdyby uczono ich tego w szkole. Żaden z ankietowanych nie dowiedział się niczego o otwartym oprogramowaniu na lekcjach.
Kolejny sondaż (o którym pisaliśmy w artykule na temat Digital Sovereignty Index), tym razem skierowany do wszystkich niezależnie od wieku, pozwolił nam na zebranie odpowiedzi od nieco większej grupy, bo od 76 osób. Ankiety były publikowane w sieci Mastodon, serwisie Hejto oraz na Twitterze.
48 osób (ok. 63% ankietowanych) poparło zwiększenie suwerenności cyfrowej, zaś tylko 5 osób (ok. 7% ankietowanych) zagłosowało za utrzymaniem współpracy z amerykańskimi gigantami.
Odnosząc te dane do lokalnego kontekstu Warszawy, można postawić pytanie: dlaczego samorządy bronią się przed zmianami?
Eduwarszawa nie jest pierwszym projektem teleinformatyczny opartym o komercyjne rozwiązania Microsoftu, gdyż posługiwania się nimi uczono w Polsce na szeroką skalę na długo przed wdrożeniem Eduwarszawy, również poza granicami miasta stołecznego.
Jednak informacje zebrane przez redakcję „Kontrabandy” pozwalają stwierdzić, że stanowi on wyjątkowo jaskrawy przykład uzależnienia od usług jednego dostawcy.
Czym jest Eduwarszawa?
Założenia Eduwarszawy są proste: uczeń otrzymuje bezpłatny dostęp do pakietu aplikacji Microsoft 365 — czyli m.in. Microsoft Office oraz Microsoft Teams. Otrzymuje też dostęp do edukacyjnej wersji Minecrafta.
Zgodnie z tym, co można przeczytać na stronie warszawskiego urzędu, Eduwarszawa „stanowi kluczowy element transformacji cyfrowej warszawskiej oświaty”.
Projekt spotkał się z krytyką. Michał „rysiek” Woźniak, haker i były członek Rady ds. Cyfryzacji, w marcu 2025 roku w rozmowie z „Kontrabandą” określił Eduwarszawę jako „kolejny projekt marnujący środki publiczne na szkolenie uczniów i uczennic w obsłudze produktów konkretnej firmy”.
Z uwagi na brak wystarczających dowodów nie jesteśmy w stanie określić, czy na początku pandemii warszawskie szkoły korzystały z własnych rozwiązań technologicznych.
Według dyrektorki jednego z liceów na warszawskim Targówku centralizacja nasiliła się po 2021 roku.
Jednak gdy spytaliśmy o plany na przyszłość tej konkretnej szkoły, jej kierowniczka odmówiła dalszego komentarza, tłumacząc, że „nie jest rzeczniczką prasową i w tej kwestii powinniśmy się kierować do urzędu miasta stołecznego”.
Próby kontaktu z urzędem stołecznym
Korzystając z adresu e-mail obsługiwanego przez infolinię 19115, wysłaliśmy naszą prośbę o zorganizowanie wywiadu lub udzielenie odpowiedzi na wskazane pytania przez osobę wyznaczoną do tego przez władze miejskie. W odpowiedzi otrzymaliśmy dane kontaktowe do rzecznika prasowego urzędu m.st. Warszawy.
Ten jednak, mimo dwukrotnej próby kontaktu poprzez e-mail, nie odpowiadał na nasze zapytania — uniemożliwiając nam uzyskanie jakichkolwiek wyjaśnień. Rozwiń listę pytań przesłanych do rzecznika prasowego
Jakie koszty poniesiono przy wdrażaniu systemów Microsoftu w warszawskich szkołach na łamach projektu Eduwarszawa?
Jaki podmiot był odpowiedzialny za wdrożenie systemów Microsoftu?
Czy istnieje możliwość otrzymania skanów umów podpisanych z podmiotami, z którymi miasto stołeczne Warszawa podpisało umowę (z wyłączeniem obowiązujących na dzień przesłania zapytania tajemnic państwowych, przedsiębiorcy itp.)?
Czy szkoły na terenie Warszawy są zobowiązane do wdrożenia oprogramowania proponowanego w ramach Eduwarszawy?
Dlaczego do celów zawodowych w warszawskim ratuszu wykorzystywany jest np. Nextcloud, będący otwartym oprogramowaniem, a uczniom i uczennicom z Warszawy proponuje się komercyjne rozwiązania spod szyldu Microsoftu?
14 sierpnia 2025 roku ponownie wysłaliśmy do stołecznego urzędu miejskiego podobnie sformułowane zapytanie w trybie wniosku o dostęp do informacji publicznej – tym razem na inny adres kontaktowy. Rozwiń listę zagadnień wnioskowanych informacji oraz odpowiedzi na pytania Poprosiliśmy o następujące informacje:
skany elektroniczne umów zawieranych z Microsoftem, z wyłączeniem wszelkich tajemnic państwowych, przedsiębiorczych itd.;
zestawienie kosztów prowadzenia systemu Eduwarszawa w ujęciu rocznym od 2021 roku.
Poprosiliśmy również o odpowiedzi na poniższe pytania (zachowaliśmy oryginalną pisownię z uwagi na to, że pytania zadawał autor tekstu):
Czy miasto stołeczne Warszawa rzeczywiście prowadzi instancję oprogramowania Nextcloud, którą udało mi się odnaleźć pod adresem pliki.um.warszawa.pl?
Jeżeli tak, jakie koszty są ponoszone przez UM Warszawy w związku z powyższym?
Czy w szkołach na terenie miasta Warszawy planowane jest wdrożenie przynajmniej częściowo nauczania w oparciu o otwarte oprogramowanie z uwagi na zachowanie balansu między tym, co jest wykorzystywane w urzędzie miasta, a to, co jest wykorzystywane do nauczania szkolnego?
Urząd nie odpowiedział w terminie; po ponagleniu wysłanym przez ePUAP wyjaśniono, że e-mail został zakwalifikowany jako spam i nie przekazano go do komórek merytorycznych.
Choć planowaliśmy złożenie skargi na bezczynność organu, po otrzymaniu odpowiedzi ze strony urzędu m.st. Warszawy przynajmniej w tamtym momencie wstrzymaliśmy się z taką decyzją — i to pomimo że orzecznictwo w tej sytuacji przemawiało na naszą korzyść.
W odpowiedzi na inne zapytanie o informację publiczną z października 2025 roku rzecznik urzędu stołecznego odpowiedział, że „urząd nie prowadzi nadzoru pedagogicznego”, oraz że „jakiekolwiek działania związane z Eduwarszawą nie ograniczają prawa nauczyciela do wyboru narzędzi dydaktycznych”.
Wcześniejsze próby wdrożenia otwartego oprogramowania w szkołach
Przenieśmy się na chwilę do innej, bliżej nieznanej gminy, gdzie zatrudniony w miejscowym urzędzie informatyk zdecydował się wdrożyć w szkolnych pracowniach komputerowych system operacyjny Linux oraz pakiet aplikacji stanowiących alternatywę dla oprogramowania technologicznych konglomeratów.
W liście nadesłanym do redakcji serwisu LinuxPortal.pl napisał, że jedną z pracowni składającą się z 16 stanowisk wyposażył w najnowszą na tamten moment wersję systemu Linux Mint oraz pakiet aplikacji biurowych i edukacyjnych, a także odpowiednią przeglądarkę internetową. Całą pracownię, jak stwierdził, udało mu się wyposażyć za kwotę 1900 PLN.
— W owym okresie za zakup samego oprogramowania Microsoftu tzn. system operacyjny, pakiet biurowy [oraz] do tego koszty licencji programu antywirusowego na dany okres [wynosiły około] 1600 PLN na jedno stanowisko — napisał w liście.
Jednak wkrótce potem został oskarżony przez wójta swojej gminy o chęć pozyskania korzyści materialnej.
— Zostałem poniżony i oczerniony tylko dlatego, że pani dyrektor jednej ze szkół stwierdziła, cyt.: „to g… nie system”, i zażądała kwoty ok. 17 tys. [PLN] z budżetu na wymianę [używanego] oprogramowania na płatne — stwierdził.
— Jestem urzędnikiem i szanuję publiczne pieniądze. Zawsze powtarzam: tam gdzie możemy, używajmy [otwartego oprogramowania] w szczególności w administracji rządowej i szkolnictwie — kontynuuje.
Zgodnie z treścią nadesłanego listu dzieci „nie zastanawiają się jaki mają system – one siadają i «działają»”, oraz „obsługują [Linuxa] intuicyjnie i naturalnie”.
W liście nie wymieniono nazwy gminy, w której powyższa sytuacja miała miejsce, dlatego nie było możliwe uzyskanie komentarza od jej przedstawicieli. Warto także zaznaczyć, że opisane zajście miało miejsce w 2015 roku.
Nextcloud w warszawskim urzędzie
Powróćmy do Warszawy.
Warszawski ratusz, równolegle do udostępniania uczniom usług firmy Microsoft w ramach programu Eduwarszawa, korzystał z rozwiązań opartych na otwartym oprogramowaniu.
Przykładem była instancja systemu Nextcloud, dostępna swego czasu pod adresem pliki.um.warszawa.pl, o której istnieniu dowiedzieliśmy się dzięki przesłanemu przez jednego z urzędników linkowi do archiwum danych o wykorzystaniu sprzętu komputerowego. Interfejs pobierania plików z instancji Nextclouda należącej do stołecznego urzędu miejskiego Nextcloud to otwarte oprogramowanie umożliwiające uruchomienie własnego dysku chmurowego z podstawowym pakietem biurowym, który można rozszerzać o dodatkowe aplikacjetworzone przez społeczność.
Rekordy DNS obsługujące urzędową instancję Nextclouda wskazywały na serwerownię firmy Atman, która z kolei jest polskim dostawcą rozwiązań chmurowych.
Jednak w trakcie pisania tego reportażu (wrzesień 2025) zauważyliśmy, że Nextcloud urzędu miasta przestał działać. 10 września 2025 roku otrzymaliśmy potwierdzenie, że Nextcloud utrzymywany przez urząd m.st. Warszawy został wyłączony tydzień wcześniej.
Pytana o zestawienie kosztów związanych z prowadzeniem tej instancji Nextclouda, instytucja odpowiedziała, że „nie ponosiła jakichkolwiek kosztów”.
Prawnik współpracujący z fundacją „Internet. Czas działać!” wskazał, że sytuacja, w której prowadzenie instancji Nextclouda nie generuje żadnych kosztów, jest nietypowa – sugerując, że organ „mógł podać nieprawdziwą informację”.
Ekspert powołał się na wyrok krakowskiego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego o sygnaturze II SAB/Kr 243/19, w którym sąd uznał, że samo tłumaczenie się tajemnicą przedsiębiorcy jest nieskuteczne do odmówienia udzielenia informacji publicznej, ponieważ należałoby przedstawić jednoznaczne dowody, że ujawnienie informacji mogłoby narazić danego przedsiębiorcę na straty.
Choć nie jest to bezpośrednio związane z pracami nad tym artykułem, zdecydowaliśmy się mimo wszystko poprosić o ponowną analizę przekazanej nam informacji o kosztach poniesionych przez stołeczny urząd miejski.
Urząd pozostał przy tym samym stanowisku.
Umowy z Microsoftem oraz dotychczasowe koszty Eduwarszawy
W połowie października 2025 roku dotarły do nas skany elektroniczne umów podpisanych przez przedstawicieli stołecznego urzędu miejskiego z Microsoftem.
Otrzymaliśmy także tabelę kosztów związanych z utrzymywaniem systemu Eduwarszawa.
Rok
Kwota w złotówkach
2020
4.825.635,63 PLN
2021
4.137.642,45 PLN
2022
4.720.626,75 PLN
2023
6.892.108,85 PLN
2024
6.490.773,44 PLN
2025 (niepełna kwota, na czas pisania artykułu)
5.690.792,15 PLN
Łączna kwota
32.757.579,27 PLN
Zgodnie ze skanem umowy z Microsoftem z dnia 30 grudnia 2022 roku, firma odsprzedająca licencje na oprogramowanie giganta z Redmond (T-Systems) miała dostarczyć licencje dla 25.000 stanowisk komputerowych dla pracowników oraz drugie 25.000 licencji uczniowskich — w sumie 50.000 stanowisk komputerowych w szkołach miało być objętych licencjami programowymi.
Otrzymaliśmy jednak potwierdzenie z urzędu, że Eduwarszawa posiada 28.200 wykupionych licencji – czyli więcej, niż zakładano.
Biorąc pod uwagę kwotę z prawie sześcioletniego okresu, do dnia dzisiejszego średnio za wyposażenie jednego stanowiska Warszawa musiała zapłacić około 581 PLN – niezależnie od tego, czy było ono objęte płatną, czy bezpłatną licencją.
Warto jednak nadmienić, że według urzędu stołecznego w koszta „nie wlicza się licencji za stanowiska uczniowskie”.
Porównując to z tabelą opłat, którą Microsoft podaje do wiadomości publicznej w kontekście ich pakietu biurowego, uśredniona kwota jest nieco niższa w porównaniu do ceny zakupu pakietu Microsoft Office Home 2024, gdzie na czas pisania artykułu jednorazowa opłata licencyjna wynosiła 639,99 PLN.
Zdecydowaliśmy się zadać dodatkowe pytania urzędowi m.st. Warszawy. Jedno z nich dotyczyło kosztu licencji na pakiet Microsoft Office na jedno stanowisko — co mogłoby nam pomóc w miarę rzetelnie ustalić faktyczne koszty ponoszone przez miasto.
Według urzędu jedna licencja kosztowała ok. 2,85 EUR (ok. 12 PLN) miesięcznie. Ponieważ umowa obejmowała 36 miesięcy, całkowity koszt wyniósł ok. 102,60 EUR (ok. 435 PLN), co również praktycznie się pokrywa z ofertą Microsoftu. W ten sposób udało się nam ustalić, że Warszawa podpisała umowę na plan A3 – co znalazło również potwierdzenie w odpowiedzi urzędu.
Urząd miasta poinformował nas też, że nagły wzrost kosztów za wykorzystywanie usług Microsoftu w latach 2023 i 2024 był związany z „wysokim kursem euro, zwiększoną liczbą licencji, utylizacją kredytów Azure” oraz „dynamiką rozwoju”, która „poskutkowała zwiększonym zużyciem godzin wsparcia”.
Informacje dotyczące trybu wdrażania
W październiku 2025 roku zwróciliśmy się z zapytaniem, czy w związku z programem Eduwarszawa organizowane były jakiekolwiek przetargi. Urząd stołeczny poinformował nas, że nie miało to w ogóle miejsca. Odpowiedź urzędnika udzielającego nam informacji publicznej z dnia 31 października 2025 roku W dalszej korespondencji zapytaliśmy, w jakim trybie została przeprowadzona oferta publiczna związana z Eduwarszawą. W odpowiedzi wskazano, że została ona zrealizowana w trybie „przetargu nieograniczonego”. Jeden z prawników z Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska stwierdził, że „niewątpliwie dysponujemy dwiema odpowiedziami, których treść pozostaje ze sobą w sprzeczności”.
W celu wyjaśnienia nieścisłości zwróciliśmy się do dyrekcji Biura Edukacji urzędu m.st. Warszawy z prośbą o zajęcie stanowiska. Biuro Edukacji odpowiedziało nam, że zapytania dotyczyły najpierw wdrażania systemu (na które przetargów nie organizowano), a później trybu zamówień (którym okazał się być przetarg nieograniczony).
W toku dalszej korespondencji biuro wyjaśniło, że wcześniejsze odpowiedzi dotyczyły różnych aspektów realizacji programu.
Jak wskazano, na etapie wdrażania systemu Eduwarszawa — rozumianego jako uruchomienie oprogramowania — nie prowadzono odrębnych przetargów. Jednocześnie miasto korzystało i nadal korzysta z usług wsparcia technicznego oraz utrzymania środowiska Microsoft, które były przedmiotem postępowań przetargowych.
Z przekazanych nam informacji wynika, że w latach 2020–2025 usługi te świadczyły głównie firmy T-Systems oraz Integrity Partners, wyłonione w przetargach prowadzonych wspólnie przez Biuro Informatyki i Biuro Edukacji.
Zgodność z RODO
Jako iż w przypadku Eduwarszawy dochodzi do przetwarzania danych osobowych na dość dużą skalę przez zewnętrzną firmę (z siedzibą poza Unią Europejską), postanowiliśmy poprosić o komentarz Urząd Ochrony Danych Osobowych. Nie doczekaliśmy się jednak odpowiedzi.
Można odwołać się tu do innego przykładu, tym razem z zagranicy, czyli do wyroku austriackiego odpowiednika UODO (DSB), który stwierdził, że przesuwanie odpowiedzialności związanej z przestrzeganiem RODO przez Microsoft na lokalne szkoły jest niezgodne z prawem.
— Szkoły, które odpowiadały na te zapytania, nie były w stanie przekazać pełnych informacji przechowywanych w usługach Microsoftu, bo nie miały one po prostu do nich dostępu — piszą reprezentanci grupy noyb.eu.
Microsoft został oskarżony o śledzenie uczniów poprzez informacje zawarte w plikach cookies — co zostało potwierdzone przez DSB.
Austriacki organ nadzorczy nakazał Microsoftowi:
wyjaśnienie, czy dane pozyskane od uczniów austriackich szkół korzystających z usług chmurowych Microsoftu zostały przesłane do serwisu LinkedIn, a także do innych podmiotów — choćby do OpenAI, czy Xandr, firmy zajmującej się zbieraniem danych na temat użytkowników internetu;
udostępnienie osobom, na temat których Microsoft przechowuje dane, ich pełnej listy;
usunięcie tych danych, które okazały się być niepotrzebne do świadczenia usług chmurowych — czyli wyżej wspomnianych plików cookies wykorzystywanych do śledzenia użytkowników.
Słowa końcowe
Polski oddział Microsoftu nie udzielił komentarza na żadne z zadanych przez nas pytań. Rozwiń listę pytań zadanych przedstawicielom polskiego oddziału Microsoftu (zachowaliśmy oryginalną pisownię z uwagi na to, że pytania zadawał autor tekstu)
W trakcie prac nad tekstem dowiedziałem się, że w ramach Eduwarszawy zostało wykupionych ok. 28.200 licencji, jednak w skanie elektronicznym umowy zaznaczono 25.000 licencji dla pracowników oświaty i drugie tyle dla uczniów warszawskich szkół. Czy po stronie polskiego oddziału Microsoftu kierownictwo potwierdza wersję zdarzeń przedstawioną przez urząd miasta?
Czy licencje dostępowe do pakietu Microsoft 365 dla uczniów są rzeczywiście oferowane bezpłatnie?
W trakcie szacowania kosztów ustaliłem, że średnio jedna licencja kosztowała Warszawę ok. 655,15 PLN (co jest zbliżone do jednorazowej opłaty za pakiet Microsoft Office Home 2024, który kosztuje ok. 639,99 PLN), jednak urząd miasta twierdzi, że każdą licencję (w planie A3) nabył w kwocie 2,85 EUR miesięcznie, opłaconą z góry za 36 miesięcy – co daje 102,60 EUR, lub ok. 434,70 PLN za każdą licencję. Co wpływa na rzeczywisty koszt poszczególnej licencji? Jakie Microsoft posiada wyliczenia, które pozwalają to ustalić możliwie najrzetelniej?
Jakie środki techniczne posiada Microsoft, żeby zapewnić zgodność z obowiązującym na terenie Unii Europejskiej RODO, w szczególności, że przeciwko austriackiemu oddziałowi Microsoftu została złożona skarga zarzucająca śledzenie uczniów austriackich szkół do tamtejszego DSB, oraz że Microsoft, jako firma z siedzibą w Stanach Zjednoczonych, podlega pod CLOUD Act?
Czy Microsoft publikuje listę projektów edukacyjnych realizowanych w Polsce ze środków publicznych? Jeżeli nie, to czy planowana jest publikacja takiego zestawienia?
Jak Microsoft zapewnia przejrzystość kosztów licencyjnych i unika sytuacji, w której szkoły publiczne uzależniają się od komercyjnych rozwiązań, do których należą właśnie produkty Microsoftu?
Czy planowane są programy umożliwiające instytucjom edukacyjnym przejście na alternatywne oprogramowanie w przyszłości, jeżeli będą chciały zmienić dostawcę?
Jak Microsoft definiuje swoją misję w kontekście cyfryzacji polskiej edukacji – czy celem jest przede wszystkim wdrażanie rozwiązań technologicznych Microsoftu, czy rzeczywiście budowanie niezależnych kompetencji cyfrowych uczniów?
Z zebranych dokumentów i odpowiedzi urzędu miejskiego wynika, że edukacja w warszawskich szkołach nadal korzysta z komercyjnych narzędzi zarządzanych przez amerykańską korporację.
Dane te pokazują, że warszawskie placówki edukacyjne wciąż funkcjonują w środowisku opartym na narzędziach zewnętrznych dostawców, co ma wpływ zarówno na koszty utrzymania oprogramowania, jak i na strukturę wykorzystywanych rozwiązań cyfrowych.
Podziękowania
Autor tekstu chciałby podziękować ekipie prawniczej z Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska za bezinteresowną pomoc prawną w dziedzinie dostępu do informacji publicznej na etapie tworzenia tekstu.
Źródła
Zdjęcie tytułowe zostało zrobione przez użytkownika o pseudonimie Sobieski2 i jest ono dostępne na Wikimedia Commons na licencji CC BY-SA 4.0 International. Treść artykułu powstała na podstawie własnych źródeł tekstowych i/lub audiowizualnych, z wyjątkiem sekcji „Wcześniejsze próby wdrożenia otwartego oprogramowania w szkołach”, gdzie użyto następujących źródeł:
Sondaż „Kontrabandy” – otwarte oprogramowanie w szkołach (wyniki)
W ankiecie zostało zawarte 5 pytań. Ponieważ jest to pierwszy sondaż na łamach „Kontrabandy” – jak i też należy wziąć pod uwagę to, że dopiero ten portal raczkuje – dysponuję ankietą, na którą odpowiedziało 15 osób.
Czy wiesz, czym jest otwarte oprogramowanie?
Na to pytanie twierdząco odpowiedziało 11 z 15 osób. 8 respondentów (53%) zadeklarowało, że nawet preferuje otwarte oprogramowanie bardziej niż to własnościowe, z kolei 3 respondentów (20%) stwierdziło, że woli oprogramowanie własnościowe.
Pozostała część respondentów (4 osoby lub 27%), która odpowiedziała „nie” na to pytanie, stwierdziła, że albo nie wiedziała w ogóle, czym jest otwarte oprogramowanie, lub mogła sobie nie zdawać sprawy z tego, że może je potencjalnie wykorzystywać.
Jeżeli wcześniej nie wiedziałeś/-aś czym jest otwarte oprogramowanie, to jak się o jego istnieniu dowiedziałeś/-aś?
Najwięcej respondentów – bo 8 (53%) – odpowiedziało, że dowiedziało się o otwartym oprogramowaniu z różnych źródeł znalezionych w Internecie. Na drugim miejscu jest przeprowadzana przeze mnie ankieta (3 osoby), zaś podium zamyka opcja „dowiedziałem/-am się od znajomych, partnera/-ki lub rodziny”, którą wybrały 2 osoby. Po jednym głosie zyskały dwie opcje – „żadne z powyższych” i opcja „inne”, w której ktoś zadeklarował, że wykorzystywał do tego konkretnego celu Wikipedię.
Opcję, że ktoś się dowiedział o tym, czym jest otwarte oprogramowanie podczas lekcji w szkole (co zresztą jest najbliższe tematyce tej ankiety) – wybrało okrągłe 0 osób.
Oznacza to, że zgodnie z odpowiedziami na to pytanie respondenci w ogóle nie mieli lekcji w szkole opartych o naukę otwartego oprogramowania, toteż nie mieli żadnej szansy go w ogóle poznać (lub wykorzystywali otwarte oprogramowanie na lekcjach bez żadnej świadomości o tym).
Jeżeli miałeś/-aś okazję skorzystać z otwartego oprogramowania, to jakie różnice możesz zauważyć między tym, czego wcześniej używałeś/-aś?
O otwartym oprogramowaniu ogromna większość się wypowiadała pozytywnie (odpowiedzi zachowują oryginalny sens, jedynie niektóre z nich – gdzie potrzebne – otrzymały stosowne poprawki gramatyczne/ortograficzne/interpunkcyjne). Pozwolę się wypowiedzieć tym, którzy wypełnili ankietę:
Zauważyłem, że 7zip nie pyta mnie o kupienie pełnej wersji za każdym razem, jak coś otworzę.
Na Windowsie musiałem robić format co kilka lat. Na Linuxie nie muszę, ale za to nie mogę grać. Ale w sumie i tak już praktycznie nie gram. Ale trochę szkoda.
Mniejsza nachalność reklam oraz „ulepszeń” do programu, mniej zmian interfejsu więc łatwiej pamiętać gdzie co jest, łatwość w korzystaniu, wrażenie większej szczerości twórcy wobec mnie, ogólnie pozytywne doświadczenia.
Była też jedna odpowiedź deklarująca, że otwarte oprogramowanie nie było wykorzystywane w ogóle. W wersji formularza przed wprowadzeniem tego pytania padła też następująca odpowiedź: „W szkole i po niej szkoda mi było czasu na uczenie się nowego oprogramowania”.
Gdyby temat otwartego oprogramowania był poruszany na Twoich lekcjach informatyki, czy istniałaby szansa, że skorzystał(a)byś z tego jako potencjalnej alternatywy?
Jak wynika z przeprowadzonej ankiety, 13 osób (aż 87%!) zadeklarowało, że by skorzystało z otwartego oprogramowania, gdyby te było nauczane w szkole. Jedynie 2 osoby (13%) odpowiedziały negatywnie na to pytanie.
Tak duże poparcie – przynajmniej w niewielkiej skali – dla wykorzystywania otwartego oprogramowania w szkołach pokazuje, że ewentualna reforma podstawy programowej powinna obejmować także jego naukę. Warto też wspomnieć, że nie jesteśmy jedyni, ponieważ wcześniej fundacja „Internet. Czas działać!” podnosiła niniejszy postulat, pisząc na swoim blogu, że „szkoła nie jest miejscem do reklamowania płatnych programów prywatnych firm”.
A co o wszystkim sądzą respondenci?
W formularzu była również możliwość odnotowania swoich odczuć związanych z wypełnianą ankietą, lub sytuacją związaną z podstawą programową. Niektóre z wypowiedzi skróciłem z racji na bardzo szczegółowy opis niektórych odpowiadających.
Nie pomaga, że alternatywy open source pokazywane są jako „biedackie” wersje płatnych produktów.
Wydaje mi się, że otwarte oprogramowania [i][sic][/i] sąniedoceniane i dzięki większej edukacji na ich temat, szczególnie w szkołach, byłoby większe zainteresowanie nimi. Sama dość mało o nich rozumiem.
W głównym budynku mojej szkoły konsekwentnie opłacany jest Office i oczywiście Windows, ale w budynku dodatkowym wszyscy korzystamy z LibreOffice i jest dostępne także Ubuntu z myślą o technikach informatykach (takich jak ja). Poza tym około połowa wszystkich programów używanych przez wszystkie klasy to otwarte oprogramowanie – GIMP, Inkscape, VirtualBox, XAMPP, Code:Blocks, Sqlitestudio, Notepad++. Jeszcze w podstawówce pisaliśmy kartkówkę z rodzajów licencji, a w technikum informatycznym ta wiedza jest rozszerzona o pojęcia „wolnych licencji” i na egzaminie może paść pytanie o GPL. Mimo wszystko świadomość jest mała, nawet na takim kierunku.
[…] W liceum (lata 2004-2007) miałem jeden z lepszych programów nauczania informatyki. Algorytmy, programowanie, wówczas wszędobylski Pascal i po części C. […] Z początku Linuxa używano sporadycznie, drugi rok był z grafiką na Macach, przy czym na nich była powłoka BSD, podobna nieco do linuxowego Basha. To aby podnieść świadomość sytuacji zrobili nam taki kurs, że nie wyłaziliśmy z powłoki Linuxa i Unixa i na pecetach i na Macach.Potem okazało się, że połowa mat-infusiedzi prywatnie na dual boot – Windowsie do gier i multimediów, i Linuksie gdy trzeba coś zrobić automatycznie.[…] Opowiadano czym jest wolne oprogramowanie, skąd się wziął GNU, Linux, o co w tym chodzi i co można z tym zrobić. Prowadził to pasjonat z pobliskiego uniwersytetu […]. Wprowadzenie do wolnego oprogramowania mieliśmy naprawdę świetne, ale był to wyjątek – szkoła w dużym mieście, dwie ulice od jednego uniwersytetu i cztery od drugiego, praktycznie w kampusie trzeciego.
Źródła
Zdjęcie tytułowe zrobione zostało przez użytkownika o pseudonimie ProjectManhattan i jest ono dostępne na Wikimedia Commons na licencji CC BY-SA 3.0 Unported. Treść artykułu powstała wyłącznie z użyciem źródeł własnych.
Zachęcam do wysłuchania, ale również do znalezienia podcastu w dowolnej aplikacji podcastowej – oparte o RSS podcasty są technologią równie okrzepłą, co rewolucyjną, idącą wbrew zgówniającym Internet kapitalistom nadzoru.
Wrocław dla Wszystkich – bez nienawiści (EN/UA/ES/اللغة العربية) Marsz antyrasistowski | 18.10.2025 | 14:00–17:30
Spotkajmy się, aby wspólnie stworzyć przestrzeń radości, solidarności i otwartości. Przyjdźmy z rodzinami, przyjaciółkami i sąsiadami – każdy i każda z nas jest częścią tego miasta. Wrocław jest domem, w którym żyjemy, czasem z wyboru, czasem z konieczności, ale zawsze – z prawem do bezpieczeństwa, szacunku i godności. Nasz marsz to barwna, różnorodna manifestacja wspólnoty i solidarności. To radosny taniec, ale też mocne i jasne stanowisko: w obliczu rasizmu, ksenofobii, homofobii, mizoginii i każdej formy przemocy – wybieramy solidarność, równość i życie wolne od lęku. Wychodzimy na ulice, - bo rasizm nie jest opinią – jest systemem, któr
... show more
Wrocław dla Wszystkich – bez nienawiści (EN/UA/ES/اللغة العربية) Marsz antyrasistowski | 18.10.2025 | 14:00–17:30
Spotkajmy się, aby wspólnie stworzyć przestrzeń radości, solidarności i otwartości. Przyjdźmy z rodzinami, przyjaciółkami i sąsiadami – każdy i każda z nas jest częścią tego miasta. Wrocław jest domem, w którym żyjemy, czasem z wyboru, czasem z konieczności, ale zawsze – z prawem do bezpieczeństwa, szacunku i godności. Nasz marsz to barwna, różnorodna manifestacja wspólnoty i solidarności. To radosny taniec, ale też mocne i jasne stanowisko: w obliczu rasizmu, ksenofobii, homofobii, mizoginii i każdej formy przemocy – wybieramy solidarność, równość i życie wolne od lęku. Wychodzimy na ulice, - bo rasizm nie jest opinią – jest systemem, który krzywdzi ludzi, - bo nienawiść nie może definiować przestrzeni, w której żyjemy, - bo równość i wolność wymagają wspólnego działania, - bo Wrocław jest wspólnotą a różnorodność mieszkanek i mieszkańców jest jego siłą, - bo jesteśmy odpowiedzialni i odpowiedzialne za swoje wzajemne bezpieczeństwo – niezależnie od koloru skóry, pochodzenia, języka, religii, orientacji, tożsamości czy statusu pobytowego. Kiedy: sobota, 18 października 2025 Godzina: 14:00–17:30 Start: Bulwar Dunikowskiego Weź ze sobą transparent, instrument, kolorowe ubrania i bliskich. Dołącz i pokażmy, że Wrocław należy do wszystkich! Dołączysz?
Wrocław for Everyone – Without Hatred Anti-racism march | 18 October 2025 | 2:00–5:30 p.m. Let's meet to create a space of joy, solidarity and openness together. Let's come with our families, friends and neighbours – each and every one of us is part of this city. Wrocław is the home we live in, sometimes by choice, sometimes by necessity, but always with the right to safety, respect and dignity. Our march is a colourful, diverse manifestation of community and solidarity. It is a joyful dance, but also a strong and clear statement: in the face of racism, xenophobia, homophobia, misogyny and all forms of violence, we choose solidarity, equality and a life free from fear. We take to the streets - because racism is not an opinion – it is a system that harms people, - because hatred cannot define the space in which we live, - because equality and freedom require joint action, - because Wrocław is a community and the diversity of its residents is its strength, - because we are responsible for each other's safety – regardless of skin colour, origin, language, religion, orientation, identity or residence status. When: Saturday, 18 October 2025 Time: 2:00–5:30 p.m. Start: Bulwar Dunikowskiego Bring a banner, an instrument, colourful clothes and your loved ones. Join us and let's show that Wrocław belongs to everyone! Will you join us?
Вроцлав для всіх – без ненависті Антирасистський марш | 18.10.2025 | 14:00–17:30 Зустріньмося, щоб разом створити простір радості, солідарності та відкритості. Прийдімо з родинами, друзями та сусідами – кожен і кожна з нас є частиною цього міста. Вроцлав – це дім, в якому ми живемо, іноді за власним вибором, іноді з необхідності, але завжди – з правом на безпеку, повагу та гідність. Наш марш – це барвиста, різноманітна маніфестація спільноти та солідарності. Це радісний танець, але також сильна і чітка позиція: перед обличчям расизму, ксенофобії, гомофобії, мізогінії та будь-якої форми насильства – ми обираємо солідарність, рівність і життя без страху. Ми виходимо на вулиці, - бо расизм – це не думка, а система, яка завдає шкоди людям, - бо ненависть не може визначати простір, в якому ми живемо, - тому що рівність і свобода вимагають спільних дій, - тому що Вроцлав є спільнотою, а різноманітність його мешканців є його силою, - тому що ми відповідальні за взаємну безпеку – незалежно від кольору шкіри, походження, мови, релігії, орієнтації, ідентичності чи статусу проживання. Коли: субота, 18 жовтня 2025 року Час: 14:00–17:30 Старт: Bulwar Dunikowskiego Візьміть із собою транспарант, інструмент, кольоровий одяг та близьких. Приєднуйтесь і покажімо, що Вроцлав належить усім! Приєднаєтеся?
Wrocław para todos, sin odio Marcha antirracista | 18/10/2025 | 14:00-17:30 Reunámonos para crear juntos un espacio de alegría, solidaridad y apertura. Vengamos con nuestras familias, amigos y vecinos: todos y cada uno de nosotros formamos parte de esta ciudad. Breslavia es el hogar en el que vivimos, a veces por elección, a veces por necesidad, pero siempre con derecho a la seguridad, el respeto y la dignidad. Nuestra marcha es una manifestación colorida y diversa de comunidad y solidaridad. Es un baile alegre, pero también una postura firme y clara: ante el racismo, la xenofobia, la homofobia, la misoginia y cualquier forma de violencia, elegimos la solidaridad, la igualdad y una vida libre de miedo. Salimos a la calle porque el racismo no es una opinión, es un sistema que daña a las personas, porque el odio no puede definir el espacio en el que vivimos, - porque la igualdad y la libertad requieren una acción conjunta, - porque Breslavia es una comunidad y la diversidad de sus habitantes es su fuerza, - porque somos responsables de nuestra seguridad mutua, independientemente del color de nuestra piel, nuestro origen, idioma, religión, orientación, identidad o estatus de residencia. Cuándo: sábado, 18 de octubre de 2025. Hora: 14:00-17:30. Inicio: Bulwar Dunikowskiego. Trae contigo una pancarta, un instrumento, ropa de colores y a tus seres queridos. ¡Únete y demostremos que Breslavia pertenece a todos! ¿Te apuntas?
فروتسواف للجميع – بدون كراهية مسيرة مناهضة للعنصرية | 18 أكتوبر 2025 | 2:00–5:30 مساءً لنتقابل لنخلق معًا مساحة من الفرح والتضامن والانفتاح. لنأتي مع عائلاتنا وأصدقائنا وجيراننا – فكل واحد منا جزء من هذه المدينة. فروتسواف هي الموطن الذي نعيش فيه، أحيانًا باختيارنا، وأحيانًا بحكم الضرورة، ولكن دائمًا مع الحق في الأمان والاحترام والكرامة. مسيرتنا هي مظهر ملون ومتنوع للمجتمع والتضامن. إنها رقصة مبهجة، ولكنها أيضًا بيان قوي وواضح: في مواجهة العنصرية وكراهية الأجانب وكراهية المثليين وكراهية النساء وجميع أشكال العنف، نختار التضامن والمساواة وحياة خالية من الخوف. ننزل إلى الشوارع لأن العنصرية ليست رأيًا – إنها نظام يضر بالناس لأن الكراهية لا يمكن أن تحدد المكان الذي نعيش فيه لأن المساواة والحرية تتطلبان العمل المشترك لأن فروتسواف هي مجتمع وتنوع سكانها هو مصدر قوتها لأننا مسؤولون عن سلامة بعضنا البعض - بغض النظر عن لون البشرة أو الأصل أو اللغة أو الدين أو الميل الجنسي أو الهوية أو وضع الإقامة. الموعد: السبت، 18 أكتوبر 2025 الوقت: 2:00–5:30 مساءً الانطلاق: Bulwar Dunikowskiego أحضروا لافتات، وآلات موسيقية، وملابس ملونة، وأحباءكم. انضموا إلينا ولنُظهر أن فروتسواف ملك للجميع! هل ستنضمون إلينا؟
Content warning: Wraz z nowym rokiem szkolnym powróciły stare problemy – w tym także te dotyczące komunikacji nauczycieli z rodzicami. Jedni i drudzy zalogowali się do popularnych komercyjnych aplikacji – bo państwowej alternatywy wciąż brakuje.
Ta publikacja pojawiła się oryginalnie na blogu Joanny „didleth” Cisowskiej i jest ona publikowana na „Kontrabandzie” za zgodą autorki. Oprócz zmienionego nagłówka i drobnych poprawek stylistycznych czy gramatycznych, sam tekst pozostał w takiej samej formie.
Wraz z początkiem września powróciły wszystkie bolączki polskiej edukacji. Na ich tle kwestia e-dzienników nie jest specjalnie paląca, mimo to temat co jakiś czas powraca. Zajmowali się nim m. in. Anna Wittenberg czy Krzysztof Bałękowski na łamach DGP. Pisały o nim serwisy zajmujące się oświatą i samorządami. Odezwali się wywołani do tablicy politycy.
Przede wszystkim jednak głos zabrali sami rodzice, zirytowani sposobem komunikacji ze szkołą swoich dzieci. Obecnie wszyscy zdają się być zgodni co do tego, że w kwestii elektronicznych dzienników potrzeba zmian – jednak perspektywa, by te zmiany nastąpiły szybko, oddala się coraz bardziej.
Obecna sytuacja
Na chwilę obecną szkoły są prawnie zobowiązane do prowadzenia dziennika. Dziennik elektroniczny musi jednak spełniać konkretne wymagania: umożliwiać rodzicom bezpłatny wgląd, rejestrować historię zmian, zapewniać bezpieczeństwo i selektywny dostęp do danych czy umożliwiać eksport do pliku w formacie XML.
Mimo, iż państwo nakłada na szkoły konkretne wymagania – samo nie zapewnia im narzędzia niezbędnego do ich realizacji. Wykorzystały to firmy prywatne, oferując placówkom i prowadzącym je samorządom komercyjne rozwiązania. Konkurują między sobą oferując nie tylko kontakt z nauczycielem czy wgląd w oceny, ale też walcząc o klienta dodatkowymi – i często także płatnymi – funkcjonalnościami, jak dostęp do aplikacji mobilnej czy moduł pracy zdalnej.
Chociaż mniejszych i większych rozwiązań istnieje naprawdę sporo, to na rynku dominują dwa: Librus Synergia i Vulcan.
W związku z tą sytuacją pojawiają się głosy niezadowolenia – od codziennych skarg i narzekań nauczycieli i rodziców, poprzez głosy ekspertów, a na medialnych kontrowersjach kończąc. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że zastana sytuacja przeszkadza wszystkim. Jeśli jednak zgłębimy temat okaże się, że aspekt skandaliczny dla jednych, dla drugich jest zaletą i vice versa. Gdy jedni domagają się państwowego e-dziennika, inni sami proponują nauczycielom komunikację za pomocą Messengera czy WhatsAppa.
Kontrowersje wokół e-dzienników
Jak zwróciła uwagę Anna Wittenberg w 2023 roku, e-dzienniki kosztują szkoły 40 mln rocznie. Rok temu samo MEN w odpowiedzi na interpelację posła Grzegorza Płaczka przyznało wprost, że “nie gromadzi informacji oraz nie prowadzi wyliczeń dotyczących kosztów poniesionych przez organy prowadzące szkoły na zakup licencji do dzienników elektronicznych”. Uwzględniając zyski osiągane przez spółki stojące za e-dziennikami należałoby przyjąć, że koszta ponoszone przez państwo są coraz większe.
Na ironię zakrawa fakt, że samorządy wydają fortunę na komercyjne oprogramowanie, a najwyraźniej nie zabezpieczają środków na podstawowe potrzeby. Praktycznie co roku trafiają się nauczyciele i rodzice współfinansujący działania szkół z własnej kieszeni, bo w budżecie zabrakło środków, jak i tacy, którzy się przeciwko tego typu wolontariackim działaniom stanowczo buntują – i każda ze stron ma wiele racji.
Wydatki ponoszone przez samorządy to nie jedyny problem. Komercjalizacja e-dzienników to także reklamy, w tym reklamy profilowane kierowane do dzieci. Jak zauważyła Fundacja Panoptykon – tego typu praktyki mogą naruszać DSA (Akt o Usługach Cyfrowych). Niezależnie od tego, czy rzeczywiście naruszają (kwestia wdrażania w Polsce DSA to osobny problem) – to na pewno budzą poważne wątpliwości natury etycznej. Reklama profilowana budzi wiele już obaw w przypadku typowo komercyjnych usług kierowanych do dorosłych, a tutaj mamy do czynienia z targetowaniem dzieci za pieniądze podatników.
Rok temu w socialmediach wybuchła kolejna afera: donoszono, że rodzice będą musieli teraz płacić za dostęp do e-dziennika. W praktyce okazało się, że chodzi po prostu o dodatkowe funkcje w aplikacji eduVULCAN, dostępnej na Androida czy iOS. Z racji jednak, że większość rodziców porozumiewa się ze szkołą właśnie za pośrednictwem aplikacji mobilnej, temat ruszył opinię publiczną bardziej, niż kwestia finansowania przez samorządy.
Problem jest bardziej złożony, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Kwestia istotne dla polityków, dziennikarzy czy aktywistów zdają się być zupełnie rozbieżne z priorytetami rodziców.
Przeciętnego rodzica nie obchodzi, że w dzienniku wyświetlane są profilowane reklamy – jest przyzwyczajony do ich wszechobecności. Nie interesuje go nudna „papierologia” związana z budżetem gminy czy ustaleniami między władzami miasta a dyrekcją szkoły. Jeśli samorządowi wydającemu krocie na e-dziennik zabraknie środków na przysłowiowy papier do ksero (czy inne istotne wydatki na oświatę) – to na pierwszej linii starcia z niezadowolonym rodzicem stanie nauczyciel, który ani na działanie urzędników, ani tym bardziej polityków, nie ma bezpośredniego wpływu.
Przeciętnego rodzica nie obchodzi suwerenność cyfrowa – wręcz przeciwnie, ochoczo korzysta z produktów i usług amerykańskich, a czasem i chińskich korporacji. Mając do wyboru przyzwoitą aplikację od państwa oraz “wygodniejszą” i bardziej kolorową od diabła – chętniej wybierze tę drugą, widząc niereformowalnych dziwaków w osobach, które takiego wyboru nie podzielają. Oburzenie rodziców budzą opłaty za aplikacje na Androida czy iOS – ale jeszcze większe inny rodzic, który tego Androida czy iOS nie chce używać.
Gdy społecznicy walczą z profilowanymi reklamami w e-dziennikach, rodzice ochoczo zakładają grupy rodzicielskie na Messengerze czy WhatsAppie, nieraz podobne rozwiązania proponując swoim dzieciom – za małym, by z social mediów korzystać.
W kwestii e-dzienników mamy więc dużo więcej do nadrobienia, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Nie chodzi tylko o kwestie finansowe, a o przekonanie rodziców (wyborców!), dlaczego e-dziennik powinien wyglądać inaczej, niż chciałby przeciętny użytkownik Instagrama chwalący się swoim “samodzielnym” 9latkiem ogarniającym TikToka.
Statystyczny Iksiński nie zgłębi tego tematu. Jest zbyt zmęczony codziennymi obowiązkami z jednej strony i zbyt podatny na wpływy z drugiej, by myśleć perspektywicznie. Nieraz sam zachęca, by wszelkie niewygody czy ograniczenia e-dziennika omijać za pomocą usług Mety czy Google’a. A państwo musi stworzyć rozwiązanie będące odpowiedzią nie tylko na “tu i teraz” wygodnych rodziców, ale narzędzie łączące funkcjonalność i bezpieczeństwo.
Wielu go nie przeczytało i nie przeczyta, bo został umieszczony w „prawicowym” czy „konserwatywnym” serwisie. W spolaryzowanym społeczeństwie dzielimy ludzi na “dobrych, bo naszych” i “złych, bo tych drugich”. Skupiamy się na tym, co nas dzieli, zamiast na tym, co nas łączy i z automatu nie wsłuchujemy się w to, co ktoś spoza naszej bańki ma do powiedzenia. Szkoda, a w tym wypadku podwójna szkoda – bo to najlepszy tekst w omawianym temacie, jaki w ostatnich latach czytałam. Mam nadzieję, że przynajmniej część z “lewicowej” czy “postępowej” strony barykady kliknie w link.
Autor pisze o różnych bolączkach związanych z e-dziennikami, w tym także takich, które zdają się umykać publicznej dyskusji. Mówi o wszechobecności elektroniki i wprowadzaniu jej już od najmłodszych lat przez rodziców pragnących stałej kontroli nad dzieckiem.
Zwraca uwagę, że aplikacje całkowicie przerzucają odpowiedzialność z dzieci na ich rodziców, przez co uczniowie nie uczą się samodzielności, proszenia o pomoc i ponoszenia konsekwencji. Rodzice stale – i nadmiernie – kontrolują swoje dzieci, nie odrywając się od smartfonów, a same dzieci nie zdobywają kompetencji radzenia sobie w trudniejszych sytuacjach, gdyż rodzic jest od razu o wszystkim informowany. Finalnie sytuacja prowadzi do wypalenia rodzicielskiego, zbyt intensywnych relacji na linii rodzic-nauczyciel i utrudnia pilnowanie higieny cyfrowej, a tym samym uczenie jej podopiecznych.
Potrzebujemy państwowych e-dzienników
Jednak szans na szybką zmianę tego stanu rzeczy nie ma – i długo nie będzie. Nie oznacza to, że jesteśmy całkowicie bezradni – i jako państwo, i jako społeczeństwo.
Mamy ograniczony wpływ na sposób komunikacji ze szkołą czy innymi rodzicami – co nie znaczy, że żaden. Nie zapobiegniemy grupom rodzicielskim na Messengerze czy wiadomościom wysyłanym przez e-dziennik o różnych dziwnych porach dnia i tygodnia przez obie strony – możemy jednak stawiać granice i je egzekwować.
Nauczyciel wpadł przy niedzielnym obiedzie na fantastyczny pomysł na poniedziałkowe zajęcia – więc korzysta z e-dziennika, by poprosić rodziców o przygotowanie dodatkowych rzeczy do szkoły? Napisać może – ale rodzic ma prawo spędzić niedzielne popołudnie na spacerze z rodziną, a nie z nosem w smartfonie. Rodzic odpisuje nauczycielowi w środku tygodnia o 21.00, bo dopiero wrócił z pracy? Ma prawo – ale nauczyciel nie musi o tej porze wiadomości odczytać, bo ma prawo do prywatnego życia. Jeśli dzieci i młodzież mają się nauczyć higieny cyfrowej – potrzebują odpowiedzialnych dorosłych, którzy dadzą im dobry przykład.
Dużo więcej może zdziałać państwo. Powtórzę za chyba wszystkimi: jeśli już szkoły muszą korzystać z e-dziennika, niech przynajmniej państwo zapewni im jego bezpłatną wersję. A to, chociaż potrzebne, będzie niełatwe.
Nie wystarczy – co umyka rodzicom – zrobienie darmowej aplikacji na Androida czy iOS, będącej odpowiednikiem komercyjnych rozwiązań. Nie da się zastąpić e-dziennika ulubioną aplikacją Iksińskiego, która wprawdzie Iksińskiego zadowala – ale nie spełnia podstawowych wymogów. Potrzebujemy otwartoźródłowego wieloplatformowego rozwiązania, dostępnego także z poziomu przeglądarki czy API. Nie wystarczy synchronizacja z mObywatelem, który nie dość, że stanowi aplikację mobilną dostępną jedynie na 2 amerykańskie systemy operacyjne, to wciąż nie doczekał się publikacji kodu źródłowego (teoretycznie tej jesieni powinien się doczekać, ale że analogiczne zapewnienia słyszeliśmy już nieraz, to uwierzę dopiero, jak zobaczę). Jednak przeciętny rodzic nie zrozumie, dlaczego “nie wystarczy” – bo ufa bardziej takim firmom, jak Google czy Apple, niż instytucjom państwowym.
To tutaj leży poważny problem – Polacy nie mają zaufania do państwa, a państwo nie umie tego zaufania zdobyć.
Chociaż sama jestem zwolenniczką publicznych rozwiązań, chociaż wiem, że państwo i tak ma dane wszystkich dzieci dostępne za pośrednictwem Systemu Informacji Oświatowej, to na myśl o kolejnym centralny e-rejestrze czuję pewien niepokój.
Naturalnie rodzą się pytania: kto stworzy potrzebne rozwiązania – instytucja państwowa, czy prywatna firma? Kto otrzyma w przyszłości dostęp do korespondencji rodziców z nauczycielami? W jaki sposób może wykorzystać te informacje? W jaki sposób dane zostaną zabezpieczone, gdzie będą przechowywane, kto będzie odpowiadać za cyberbezpieczeństwo i potencjalne naruszenia? Co stanie się w przypadku awarii lub wycieku danych?
Skoro tego typu wątpliwości mam ja – osoba świadoma, jak istotną rolę pełni suwerenność cyfrowa i sceptycznie nastawiona względem dominacji Big Techów, to jak do tematu podejdzie przeciętny rodzic? Przyjmie z ulgą nowe państwowe rozwiązanie, czy wręcz przeciwnie – zacznie się jeszcze intensywniej domagać, by przenieść komunikację na “sprawdzonego” Messengera czy WhatsAppa?
Już teraz część komunikacji odbywa się tą nieoficjalną drogą. Doszliśmy do pewnego paradoksu. E-dzienniki, a przynajmniej ich podstawowe wersje, nie oferują grup dla dzieci czy rodziców – ich istnienie nie jest przecież niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania szkoły i jedynie niepotrzebnie przykuwałoby do ekranów. Jednak rodzice i tak je tworzą – korzystając z aplikacji firm oskarżanych o wszystko, co najgorsze w internecie. W przypadku zdalnego nauczania szkoły czynią podobnie, posiłkując się korporacyjnym oprogramowaniem do wideokonferencji.
Naiwnością byłoby zakładać, że czasy zdalnego nauczania bezpowrotnie minęły – nie wiemy, jakie wyzwania czekają nas w przyszłości. Gdy lockdowny mieliśmy już za sobą, jedna ze szkół przeszła na zdalne nauczanie – w salach było bowiem zbyt zimno, by kontynuować stacjonarne lekcje. Najwyraźniej zabrakło środków na dostateczne ogrzanie szkoły – środki na e-dzienniki były.
Czy zatem wycofanie Centralnego Dziennika Elektronicznego ze zmian w Prawie oświatowym to zły znak? To zależy.
Z jednej strony potrzebujemy tego rozwiązania od dawna i wszystko wskazuje na to, że są osoby gotowe nad nim pracować. Można przygotować odpowiednie przepisy i zacząć je wdrażać, choćby powoli i stopniowo. Jedyne, czego brakuje, to wola polityczna.
Jest jednak pewna iskierka nadziei.
Polskie szkolnictwo w zasadzie od zawsze padało ofiarą politycznych rozgrywek, za co można obwinić zarówno polityków, jak i samych wyborców, rzadko kiedy traktujących priorytetowo kwestie edukacyjne podczas wrzucania głosu do urny. Każdy kolejny Minister Edukacji starał się w pośpiechu składać obietnice i w pośpiechu wprowadzać kolejne reformy, argumentując swoje decyzje koniecznością naprawienia tego, co zepsuli poprzednicy. Kolejne roczniki uczniów stawały się królikami doświadczalnymi polityków.
W tym kontekście niepokojące wycofanie się z Centralnego Dziennika Elektronicznego z nowelizacji przepisów oświatowych budzi jednak pewne nadzieje. Parafrazując znane powiedzenie – może lepiej późno – ale porządnie, niż szybko – ale byle jak. Skoro w sprawie komercyjnych e-dzienników interweniowali posłowie skrajnie różniących się partii (Grzegorz Płaczek z Nowej Nadziei czy Adrian Zandberg z Razem), skoro potrzebę publicznego e-dziennika widzą już zarówno przedstawiciele KO, jak i PiS – mamy wreszcie szansę na jakieś porozumienie ponad podziałami i wprowadzenie zmian w ramach realnego poprawienia sytuacji w szkolnictwie, a nie jedynie rozliczania poprzedników.
Polska oświata potrzebuje tego bardziej, niż kiedykolwiek. Oby tylko po raz kolejny nie skończyło się na pustych obietnicach.
Ten tekst jest opinią osoby go piszącej i może być ona odmienna od stanowiska redakcji „Kontrabandy”.
Źródła
Zdjęcie tytułowe zostało zrobione przez Marie-Lan Nguyen i jest ono dostępne na Wikimedia Commons na licencji Creative Commons BY 2.5 Generic. Treść artykułu powstała na podstawie następujących źródeł tekstowych i/lub audiowizualnych:
Przed chwilą dron zaatakował statek z pomocą humanitarną pod PL 🇵🇱 banderą, na którym płynę. Wszyscy cali, ale uszkodzony został jeden żagiel. Wzywam rząd PL do ochrony flotylli i działań na rzecz zakończenia ludobójstwa w Gazie. Musicie działać teraz!
Edit: do godz 4: 30 odbyło się 13 ataków, na 10 statków, 3 statki są uszkodzone, w tym ten na którym jestem, który płynie pod polską banderą. 🇵🇱
Ministerstwo Cyfryzacji opierało się na nieistniejących przykładach kanałów RSS, udzielając mi odpowiedzi
Podejrzenie, które padło z mojej strony przeciwko Ministerstwu Cyfryzacji, okazało się być… potwierdzone przez sam organ państwowy w kolejnej odpowiedzi.
Ministerstwo Cyfryzacji opierało się na nieistniejących przykładach kanałów RSS, udzielając mi odpowiedzi
Podejrzenie, które padło z mojej strony przeciwko Ministerstwu Cyfryzacji, okazało się być… potwierdzone przez sam organ państwowy w kolejnej odpowiedzi.
Ministerstwo Cyfryzacji opierało się na nieistniejących przykładach kanałów RSS, udzielając mi odpowiedzi
Podejrzenie, które padło z mojej strony przeciwko Ministerstwu Cyfryzacji, okazało się być… potwierdzone przez sam organ państwowy w kolejnej odpowiedzi.
[OPINIA] Ministerstwo Cyfryzacji nie zrobiło za wiele w kierunku obiecanej suwerenności cyfrowej
Obiecano nam suwerenność cyfrową, a jest zupełnie co innego – przyszłość widzimy nie w uniezależnianiu się od Big Techów. Wręcz przeciwnie: w pozostaniu *uzależnionym* od gigantów technologicznych.
[OPINIA] Ministerstwo Cyfryzacji nie zrobiło za wiele w kierunku obiecanej suwerenności cyfrowej
Obiecano nam suwerenność cyfrową, a jest zupełnie co innego – przyszłość widzimy nie w uniezależnianiu się od Big Techów. Wręcz przeciwnie: w pozostaniu *uzależnionym* od gigantów technologicznych.
[OPINIA] Ministerstwo Cyfryzacji nie zrobiło za wiele w kierunku obiecanej suwerenności cyfrowej
Obiecano nam suwerenność cyfrową, a jest zupełnie co innego – przyszłość widzimy nie w uniezależnianiu się od Big Techów. Wręcz przeciwnie: w pozostaniu *uzależnionym* od gigantów technologicznych.
30 stycznia odbyła się rozprawa apelacyjna naszej Justyny, która 14 marca 2023 została uznana za winną udzielenia pomocy w aborcji i skazana na ograniczenie wolności poprzez przymusowe prace społeczne w wymiarze 30 godzin każdego miesiąca przez 8 miesięcy.
Justyna w sądzie powiedziała: nie czuję się winna, co dla mnie najważniejsze osoba której wysłałam tabletki również nie uważa że jestem winna. Pomoc drugiej osobie poprzez podarowanie kubka zupy, ciepłej kurtki czy tabletek aborcyjnych nie powinna być przestępstwem. I o tym najlepiej wiedzą zwykli ludzi.
30 stycznia odbyła się rozprawa apelacyjna naszej Justyny, która 14 marca 2023 została uznana za winną udzielenia pomocy w aborcji i skazana na ograniczenie wolności poprzez przymusowe prace społeczne w wymiarze 30 godzin każdego miesiąca przez 8 miesięcy.
Justyna w sądzie powiedziała: nie czuję się winna, co dla mnie najważniejsze osoba której wysłałam tabletki również nie uważa że jestem winna. Pomoc drugiej osobie poprzez podarowanie kubka zupy, ciepłej kurtki czy tabletek aborcyjnych nie powinna być przestępstwem. I o tym najlepiej wiedzą zwykli ludzi.
Rok temu pisałem, że potrzebny jest kopernikański przewrót w myśleniu o technologii i jej regulacjach, odejście od naiwnego technosolucjonizmu, traktowania wdrażania nowych technologii jako celu samego w sobie.
Cenne jest więc, że autorzy projektu deklarują:
> uznajemy za główny cel niniejszej strategii podnoszenie jakości życia dzięki cyfryzacji.
OKO.press analizuję projekt Strategii Cyfryzacji Polski. W niektórych obszarach – np. suwerenności technologicznej czy podejścia do kompetencji cyfrowych – nastąpił postęp.
Planujemy wrzucić na nasze korpo-sociale zaproszenie na Mastodona i zastanawiamy się czy są jakieś profile promujące Fediwersum na mainstreamowych społecznościówkach. Szukałyśmy ale nie udało nam się na nic trafić. Może będziecie w stanie coś podpowiedzieć.
To chyba sytuacja win-win, bo pokażemy że kolejny temat ma swoją reprezentację w polskojęzycznej części Fediwersu 😀
28 sierpnia rozpoczął się proces wytoczony przez Newag firmie Serwis Pojazdów Szynowych oraz ekspertom z grupy Dragon Sector, którzy ujawnili aferę z dziwnymi blokadami pociągów Impuls.
Artworks by Arkadiusz Andrejkow in Komańcza, Poland -- Dwa murale upolowane pod mostem kolejowym w Komańczy (woj. podkarpackie), namalowane przez Arkadiusza Andrejkowa. Fot. Joanna Klima
Nowe idzie stare jedzie: Departament Leśnictwa i Łowiectwa w #Ministerstwo Klimatu i Środowiska był przypisany v-ce ministrowi Mikołajowi Dorożale z #Polska 2050 (weganinowi i krytykowi łowiectwa). Ale... po spotkaniu Miłosza Motyki z #PSL z szefem myśliwych Marcinem Możdżonkiem (znajomkiem ziobrowców). na już opublikowanych schemacie organizacyjnym w dzienniku urzędowym ministerstwa, plik został podmieniony i te kompetencje v-ce ministrowi odebrane. https://nitter.net/Nasze_Lasy/status/1738536070239727910 #myśliwi @Niech Żyją!
Pytanie: Czy bylibyście zainteresowani instancją PeerTube, skupioną na Polskiej polityce? Tak, aby były tam przykładowo streamy z posiedzeń Sejmu? I jeżeli tak, to czy wspieralibyście ją? (np. Dotacjami) Jeżeli możecie, to proszę o przekazywanie tego dalej. Dziękuje.
(Nie dodaje opcji "nie mam opinii" bo chce mieć jednak jakieś informacje, jeżeli tak uważasz, to proszę o zignorowanie (albo przekazanie dalej 🥺)) #Sejm #polska #polityka #PL
Tak, bez wspierania (27%, 5 votes)
Tak, ze wsparciem (16%, 3 votes)
Nie, ale ze wsparciem (aka. czuje że ważne ale mnie nie obchodzi) (5%, 1 vote)
Co jest? - okiełznanie służb, informowanie osób objętych kontrolą operacyjną - wzmianka o "kompetencjach przyszłości" w szkołach
Czego zabrakło? - edukacji medialnej - regulacji technologii (AI, DSA/DMA) - cyfrowej suwerenności, wsparcia i wdrażania narzędzi niezależnych od Big Techów - zadbania o bezpieczeństwo informacyjne organów publicznych (w kontekście Dworczyka i Pegasusa)
Jednym z efektów normalizacji skrajnej prawicy jest aktywizacja "cywilizowanych" ośrodków typu Klubu Jagiellońskiego, który - odróżniając się korzystnie od potworków typu Ordo Iuris - wypracowuje sobie pozycję "rozumnego thinktanku" o profilu propaństwowym i konserwatywnym.
Jest to niebezpieczny przeciwnik ideologiczny, znacznie bardziej wyrafinowany i intelektualnie zaawansowany niż bardziej widowiskowe inicjatywy prawicy, zwłaszcza skrajnej, które posługują się wprost bandyckimi metodami.
W obecnej konfiguracji parlamentarnej Klub Jagielloński może wyrosnąć na znaczącą siłę opiniotwórczą i wzmocnić antyspołeczne nurty w polityce państwa. W tej sytuacji wydaje się potrzebne, aby:
- publicznie promować (a być może utworzyć) analogiczne organizacje o charakterze prospołecznym (tzw. lewicowym), dające wsparcie intelektualne systemowym propozycjom w kluczowych obsza
... show more
Jednym z efektów normalizacji skrajnej prawicy jest aktywizacja "cywilizowanych" ośrodków typu Klubu Jagiellońskiego, który - odróżniając się korzystnie od potworków typu Ordo Iuris - wypracowuje sobie pozycję "rozumnego thinktanku" o profilu propaństwowym i konserwatywnym.
Jest to niebezpieczny przeciwnik ideologiczny, znacznie bardziej wyrafinowany i intelektualnie zaawansowany niż bardziej widowiskowe inicjatywy prawicy, zwłaszcza skrajnej, które posługują się wprost bandyckimi metodami.
W obecnej konfiguracji parlamentarnej Klub Jagielloński może wyrosnąć na znaczącą siłę opiniotwórczą i wzmocnić antyspołeczne nurty w polityce państwa. W tej sytuacji wydaje się potrzebne, aby:
- publicznie promować (a być może utworzyć) analogiczne organizacje o charakterze prospołecznym (tzw. lewicowym), dające wsparcie intelektualne systemowym propozycjom w kluczowych obszarach polityki wewnętrznej i zewnętrznej. - monitorować działania i powiązania Klubu Jagiellońskiego i pokrewnych struktur, zarówno pod kątem ideologicznym, jak finansowym.
Siła zmiany społecznej jest wciąż zakorzeniona w bezpośrednich interwencjach społeczeństwa - w polityce na ulicy - ale nie da się jej wykorzystać długoterminowo bez nowoczesnej myśli systemowej. Jeśli znacie źródła takiej myśli, dawajcie przykłady i linki. Jako społeczeństwo potrzebujemy tego.
Jeżeli znacie kogoś w wieku 15-19 lat w Default City to 21-22 października CN Kopernik organizuje darmowe warsztaty z kręcenia, montażu i publikacji filmików w socmediach (trzeba się zapisać).
Zajęcia z religii są wciąż obowiązkowe ("opt-out" na życzenie rodziców) w szkołach. Technicznie rzecz biorąc, za mojej młodości była to "#religia i etyka", ale w praktyce była to "nasza religia" (jak to powiedział do mnie ksiądz, i bardzo mnie tym stwierdzeniem zdziwił, bo nie miałem go za ateistę) i zero etyki, nawet tej starotestamentowej (obejmującej takie problemy, jak to kiedy gwałt i dzieciobójstwo są słuszne). Najwyraźniej katolicy albo są etyczni z natury, albo całkiem niezdolni do etyki.
Wciąż pamiętam dzień, w którym nasz wychowawca powiedział (parafrazując) "skończyliście 18 lat, teraz wy decydujecie". Jak również krótki epizod "nie jesteś już naszym synem".
Nie zapominajmy, że lekcje religii nie służą wyłącznie indoktrynacji, ale stanowią również doskonałą okazję do dręczenia. Od zakonnic, które nienawidzą dzieci, po łobuzów, którzy wykorzystują okazję, że ksiądz nie potrafi zapanować nad klasą.
To powiedziawszy, nie mam nic przeciwko porządnym lekcjom "religioznawstwa". Takiego, które obejmuje różne religie, filozofie i poglądy niereligijne. Mogłoby także objąć tolerancję, nie tylko ze względu na religię. Wyobraźcie sobie twarze tych wszystkich zwolenników "obowiązkowej religii w szkołach", kiedy na lekcjach religii dzieci uczą się tolerancji dla "niewiernych" i społeczności LGBTQ+, których owi zwolennicy tak bardzo nienawidzą.
Wreszcie uzyskaliśmy zgody autorów wszystkich opowiadań #solarpunk owych przetłumaczonych na język polski na umieszczenie ich prac na licencji CC-BY-SA 4.0!
Z dumą przedstawiam Wam https://solarpunk.pl/ , gdzie znajdziecie manifesty i opowiadania, a z czasem też Zahaczki, podcasty i więcej źródeł.
Krytykę palety kolorów przyjmuję jedynie z konkretnymi alternatywami ;)
@tomasz 🔥 Nie wiem jakie znaczenie miało szerowanie tej inicjatywy na #fediverse ale od wczoraj wieczorem liczba podpisów z #Polska prawie potroiła się i w tej chwili jest już 1,06% wymaganej liczby. 🔥 🚂 🇪🇺
> #TikTok stał się na tyle ważnym kanałem dotarcia do wyborców, że sam ten fakt wpływa na decyzje polityków.
> Ten problem nie dotyczy oczywiście wyłącznie TikToka.
> TikTok pomaga nam dostrzec, że wszyscy giganci kapitalizmu nadzoru są realnym zagrożeniem dla podstawowych procesów demokratycznych. Niezależnie od tego, czy za sznurki pociąga Komunistyczna Partia Chin, czy hiperkapitaliści z Doliny Krzemowej.
Wszyscy giganci kapitalizmu nadzoru są realnym zagrożeniem dla podstawowych procesów demokratycznych. Niezależnie od tego, czy za sznurki pociąga Komunistyczna Partia Chin, czy hiperkapitaliści z Doliny Krzemowej.
Zaczynamy rozprawę Wojciecha Klickiego z Pocztą Polską!
Zeznaje W.Klicki: "Uważam, że prawo do prywatności i ochrony danych osobowych jest prawem każdego obywatela i obywatelki. […] Poczta pozyskała moje dane, moim zdaniem, bez podstawy prawnej. I zrobiła to po to, by zorganizować wybory."
Fediwers to zupełnie inny model sieci społecznościowej niż ten znany ze scentralizowanych grodzonych ogródków1 jak Facebook czy Twitter. Trudno opisać wszystkie jego cechy w jednym tekście.
Sondaż Ipsos dla OKO.press i radia TOK FM przynosi dwie ogromne zmiany, które wywracają polską politykę: Konfederacja szybuje, Polska 2050 spada jak kamień. Sojusz Hołowni z Kosiniakiem-Kamyszem pomaga, ale póki co niewiele
„Wynikiem 447:1 #Sejm zobowiązał rząd do publikacji kodu źródłowego @mObywatelGOV - kapitalna wiadomość dla wszystkich fanów #OpenData Szacunek @jciesz i @Andruszkiewicz1 za zrozumienie potrzeby 💛”
Myślę, że powoli ten zbudowany dotychczas system wierzeń i mitów kulturowych w jakie wierzy ten kraj powoli runie. Młodsze pokolenia nie chcą ich podtrzymywać. Nie chcą, bo ich zwyczajnie nie da się obronić.