Search
Items tagged with: otwarteOprogramowanie
Wewnątrz warszawskiego systemu edukacji cyfrowej: Eduwarszawa, Microsoft i zamówienia publiczne
Content warning: W języku potocznym zamiast określeń ogólnych kategorii programów często używa się nazw konkretnych produktów, np. „Word” zamiast „edytor tekstu” czy „Excel” zamiast „arkusz kalkulacyjny”. W naszej ankiecie, przeprowadzonej między lutym a marcem 2025 roku
W języku potocznym zamiast określeń ogólnych kategorii programów często używa się nazw konkretnych produktów, np. „Word” zamiast „edytor tekstu” czy „Excel” zamiast „arkusz kalkulacyjny”.
W naszej ankiecie, przeprowadzonej między lutym a marcem 2025 roku wśród uczniów szkół średnich, 53% respondentów preferowało otwarte oprogramowanie nad własnościowe, 20% odwrotnie, a reszta nie opowiedziała się wprost za żadnym z nich. Komentując ankietę, jeden z użytkowników serwisu Hejto zauważył, że „bardzo ciężko jest wyjść z tak zaawansowanych narzędzi…”. Powołał się przy tym na przykład Rosji, gdzie mimo sankcji system operacyjny Windows jest nadal używany, choć bez kluczy czy wsparcia technicznego.
Aż 87% respondentów stwierdziło, że korzystałoby z otwartego oprogramowania, gdyby uczono ich tego w szkole. Żaden z ankietowanych nie dowiedział się niczego o otwartym oprogramowaniu na lekcjach.
Kolejny sondaż (o którym pisaliśmy w artykule na temat Digital Sovereignty Index), tym razem skierowany do wszystkich niezależnie od wieku, pozwolił nam na zebranie odpowiedzi od nieco większej grupy, bo od 76 osób. Ankiety były publikowane w sieci Mastodon, serwisie Hejto oraz na Twitterze.
48 osób (ok. 63% ankietowanych) poparło zwiększenie suwerenności cyfrowej, zaś tylko 5 osób (ok. 7% ankietowanych) zagłosowało za utrzymaniem współpracy z amerykańskimi gigantami.
Odnosząc te dane do lokalnego kontekstu Warszawy, można postawić pytanie: dlaczego samorządy bronią się przed zmianami?
Eduwarszawa nie jest pierwszym projektem teleinformatyczny opartym o komercyjne rozwiązania Microsoftu, gdyż posługiwania się nimi uczono w Polsce na szeroką skalę na długo przed wdrożeniem Eduwarszawy, również poza granicami miasta stołecznego.
Jednak informacje zebrane przez redakcję „Kontrabandy” pozwalają stwierdzić, że stanowi on wyjątkowo jaskrawy przykład uzależnienia od usług jednego dostawcy.
Czym jest Eduwarszawa?
Założenia Eduwarszawy są proste: uczeń otrzymuje bezpłatny dostęp do pakietu aplikacji Microsoft 365 — czyli m.in. Microsoft Office oraz Microsoft Teams. Otrzymuje też dostęp do edukacyjnej wersji Minecrafta.
Zgodnie z tym, co można przeczytać na stronie warszawskiego urzędu, Eduwarszawa „stanowi kluczowy element transformacji cyfrowej warszawskiej oświaty”.
Projekt spotkał się z krytyką. Michał „rysiek” Woźniak, haker i były członek Rady ds. Cyfryzacji, w marcu 2025 roku w rozmowie z „Kontrabandą” określił Eduwarszawę jako „kolejny projekt marnujący środki publiczne na szkolenie uczniów i uczennic w obsłudze produktów konkretnej firmy”.
Z uwagi na brak wystarczających dowodów nie jesteśmy w stanie określić, czy na początku pandemii warszawskie szkoły korzystały z własnych rozwiązań technologicznych.
Według dyrektorki jednego z liceów na warszawskim Targówku centralizacja nasiliła się po 2021 roku.
Jednak gdy spytaliśmy o plany na przyszłość tej konkretnej szkoły, jej kierowniczka odmówiła dalszego komentarza, tłumacząc, że „nie jest rzeczniczką prasową i w tej kwestii powinniśmy się kierować do urzędu miasta stołecznego”.
Próby kontaktu z urzędem stołecznym
Korzystając z adresu e-mail obsługiwanego przez infolinię 19115, wysłaliśmy naszą prośbę o zorganizowanie wywiadu lub udzielenie odpowiedzi na wskazane pytania przez osobę wyznaczoną do tego przez władze miejskie. W odpowiedzi otrzymaliśmy dane kontaktowe do rzecznika prasowego urzędu m.st. Warszawy.
Ten jednak, mimo dwukrotnej próby kontaktu poprzez e-mail, nie odpowiadał na nasze zapytania — uniemożliwiając nam uzyskanie jakichkolwiek wyjaśnień.
Rozwiń listę pytań przesłanych do rzecznika prasowego
- Jakie koszty poniesiono przy wdrażaniu systemów Microsoftu w warszawskich szkołach na łamach projektu Eduwarszawa?
- Jaki podmiot był odpowiedzialny za wdrożenie systemów Microsoftu?
- Czy istnieje możliwość otrzymania skanów umów podpisanych z podmiotami, z którymi miasto stołeczne Warszawa podpisało umowę (z wyłączeniem obowiązujących na dzień przesłania zapytania tajemnic państwowych, przedsiębiorcy itp.)?
- Czy szkoły na terenie Warszawy są zobowiązane do wdrożenia oprogramowania proponowanego w ramach Eduwarszawy?
- Dlaczego do celów zawodowych w warszawskim ratuszu wykorzystywany jest np. Nextcloud, będący otwartym oprogramowaniem, a uczniom i uczennicom z Warszawy proponuje się komercyjne rozwiązania spod szyldu Microsoftu?
14 sierpnia 2025 roku ponownie wysłaliśmy do stołecznego urzędu miejskiego podobnie sformułowane zapytanie w trybie wniosku o dostęp do informacji publicznej – tym razem na inny adres kontaktowy.
Rozwiń listę zagadnień wnioskowanych informacji oraz odpowiedzi na pytania
Poprosiliśmy o następujące informacje:
- skany elektroniczne umów zawieranych z Microsoftem, z wyłączeniem wszelkich tajemnic państwowych, przedsiębiorczych itd.;
- zestawienie kosztów prowadzenia systemu Eduwarszawa w ujęciu rocznym od 2021 roku.
Poprosiliśmy również o odpowiedzi na poniższe pytania (zachowaliśmy oryginalną pisownię z uwagi na to, że pytania zadawał autor tekstu):
- Czy miasto stołeczne Warszawa rzeczywiście prowadzi instancję oprogramowania Nextcloud, którą udało mi się odnaleźć pod adresem pliki.um.warszawa.pl?
- Jeżeli tak, jakie koszty są ponoszone przez UM Warszawy w związku z powyższym?
- Czy w szkołach na terenie miasta Warszawy planowane jest wdrożenie przynajmniej częściowo nauczania w oparciu o otwarte oprogramowanie z uwagi na zachowanie balansu między tym, co jest wykorzystywane w urzędzie miasta, a to, co jest wykorzystywane do nauczania szkolnego?
Urząd nie odpowiedział w terminie; po ponagleniu wysłanym przez ePUAP wyjaśniono, że e-mail został zakwalifikowany jako spam i nie przekazano go do komórek merytorycznych.
Choć planowaliśmy złożenie skargi na bezczynność organu, po otrzymaniu odpowiedzi ze strony urzędu m.st. Warszawy przynajmniej w tamtym momencie wstrzymaliśmy się z taką decyzją — i to pomimo że orzecznictwo w tej sytuacji przemawiało na naszą korzyść.
W odpowiedzi na inne zapytanie o informację publiczną z października 2025 roku rzecznik urzędu stołecznego odpowiedział, że „urząd nie prowadzi nadzoru pedagogicznego”, oraz że „jakiekolwiek działania związane z Eduwarszawą nie ograniczają prawa nauczyciela do wyboru narzędzi dydaktycznych”.
Wcześniejsze próby wdrożenia otwartego oprogramowania w szkołach
Przenieśmy się na chwilę do innej, bliżej nieznanej gminy, gdzie zatrudniony w miejscowym urzędzie informatyk zdecydował się wdrożyć w szkolnych pracowniach komputerowych system operacyjny Linux oraz pakiet aplikacji stanowiących alternatywę dla oprogramowania technologicznych konglomeratów.
W liście nadesłanym do redakcji serwisu LinuxPortal.pl napisał, że jedną z pracowni składającą się z 16 stanowisk wyposażył w najnowszą na tamten moment wersję systemu Linux Mint oraz pakiet aplikacji biurowych i edukacyjnych, a także odpowiednią przeglądarkę internetową. Całą pracownię, jak stwierdził, udało mu się wyposażyć za kwotę 1900 PLN.
— W owym okresie za zakup samego oprogramowania Microsoftu tzn. system operacyjny, pakiet biurowy [oraz] do tego koszty licencji programu antywirusowego na dany okres [wynosiły około] 1600 PLN na jedno stanowisko — napisał w liście.
Jednak wkrótce potem został oskarżony przez wójta swojej gminy o chęć pozyskania korzyści materialnej.
— Zostałem poniżony i oczerniony tylko dlatego, że pani dyrektor jednej ze szkół stwierdziła, cyt.: „to g… nie system”, i zażądała kwoty ok. 17 tys. [PLN] z budżetu na wymianę [używanego] oprogramowania na płatne — stwierdził.
— Jestem urzędnikiem i szanuję publiczne pieniądze. Zawsze powtarzam: tam gdzie możemy, używajmy [otwartego oprogramowania] w szczególności w administracji rządowej i szkolnictwie — kontynuuje.
Zgodnie z treścią nadesłanego listu dzieci „nie zastanawiają się jaki mają system – one siadają i «działają»”, oraz „obsługują [Linuxa] intuicyjnie i naturalnie”.
W liście nie wymieniono nazwy gminy, w której powyższa sytuacja miała miejsce, dlatego nie było możliwe uzyskanie komentarza od jej przedstawicieli. Warto także zaznaczyć, że opisane zajście miało miejsce w 2015 roku.
Nextcloud w warszawskim urzędzie
Powróćmy do Warszawy.
Warszawski ratusz, równolegle do udostępniania uczniom usług firmy Microsoft w ramach programu Eduwarszawa, korzystał z rozwiązań opartych na otwartym oprogramowaniu.
Przykładem była instancja systemu Nextcloud, dostępna swego czasu pod adresem pliki.um.warszawa.pl, o której istnieniu dowiedzieliśmy się dzięki przesłanemu przez jednego z urzędników linkowi do archiwum danych o wykorzystaniu sprzętu komputerowego.Interfejs pobierania plików z instancji Nextclouda należącej do stołecznego urzędu miejskiego
Nextcloud to otwarte oprogramowanie umożliwiające uruchomienie własnego dysku chmurowego z podstawowym pakietem biurowym, który można rozszerzać o dodatkowe aplikacje tworzone przez społeczność.
Rekordy DNS obsługujące urzędową instancję Nextclouda wskazywały na serwerownię firmy Atman, która z kolei jest polskim dostawcą rozwiązań chmurowych.
Jednak w trakcie pisania tego reportażu (wrzesień 2025) zauważyliśmy, że Nextcloud urzędu miasta przestał działać. 10 września 2025 roku otrzymaliśmy potwierdzenie, że Nextcloud utrzymywany przez urząd m.st. Warszawy został wyłączony tydzień wcześniej.
Pytana o zestawienie kosztów związanych z prowadzeniem tej instancji Nextclouda, instytucja odpowiedziała, że „nie ponosiła jakichkolwiek kosztów”.
Prawnik współpracujący z fundacją „Internet. Czas działać!” wskazał, że sytuacja, w której prowadzenie instancji Nextclouda nie generuje żadnych kosztów, jest nietypowa – sugerując, że organ „mógł podać nieprawdziwą informację”.
Ekspert powołał się na wyrok krakowskiego Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego o sygnaturze II SAB/Kr 243/19, w którym sąd uznał, że samo tłumaczenie się tajemnicą przedsiębiorcy jest nieskuteczne do odmówienia udzielenia informacji publicznej, ponieważ należałoby przedstawić jednoznaczne dowody, że ujawnienie informacji mogłoby narazić danego przedsiębiorcę na straty.
Choć nie jest to bezpośrednio związane z pracami nad tym artykułem, zdecydowaliśmy się mimo wszystko poprosić o ponowną analizę przekazanej nam informacji o kosztach poniesionych przez stołeczny urząd miejski.
Urząd pozostał przy tym samym stanowisku.
Umowy z Microsoftem oraz dotychczasowe koszty Eduwarszawy
W połowie października 2025 roku dotarły do nas skany elektroniczne umów podpisanych przez przedstawicieli stołecznego urzędu miejskiego z Microsoftem.
Otrzymaliśmy także tabelę kosztów związanych z utrzymywaniem systemu Eduwarszawa.
| Rok | Kwota w złotówkach |
|---|---|
| 2020 | 4.825.635,63 PLN |
| 2021 | 4.137.642,45 PLN |
| 2022 | 4.720.626,75 PLN |
| 2023 | 6.892.108,85 PLN |
| 2024 | 6.490.773,44 PLN |
| 2025 (niepełna kwota, na czas pisania artykułu) | 5.690.792,15 PLN |
| Łączna kwota | 32.757.579,27 PLN |
Zgodnie ze skanem umowy z Microsoftem z dnia 30 grudnia 2022 roku, firma odsprzedająca licencje na oprogramowanie giganta z Redmond (T-Systems) miała dostarczyć licencje dla 25.000 stanowisk komputerowych dla pracowników oraz drugie 25.000 licencji uczniowskich — w sumie 50.000 stanowisk komputerowych w szkołach miało być objętych licencjami programowymi.
Otrzymaliśmy jednak potwierdzenie z urzędu, że Eduwarszawa posiada 28.200 wykupionych licencji – czyli więcej, niż zakładano.
Biorąc pod uwagę kwotę z prawie sześcioletniego okresu, do dnia dzisiejszego średnio za wyposażenie jednego stanowiska Warszawa musiała zapłacić około 581 PLN – niezależnie od tego, czy było ono objęte płatną, czy bezpłatną licencją.
Warto jednak nadmienić, że według urzędu stołecznego w koszta „nie wlicza się licencji za stanowiska uczniowskie”.
Porównując to z tabelą opłat, którą Microsoft podaje do wiadomości publicznej w kontekście ich pakietu biurowego, uśredniona kwota jest nieco niższa w porównaniu do ceny zakupu pakietu Microsoft Office Home 2024, gdzie na czas pisania artykułu jednorazowa opłata licencyjna wynosiła 639,99 PLN.
Zdecydowaliśmy się zadać dodatkowe pytania urzędowi m.st. Warszawy. Jedno z nich dotyczyło kosztu licencji na pakiet Microsoft Office na jedno stanowisko — co mogłoby nam pomóc w miarę rzetelnie ustalić faktyczne koszty ponoszone przez miasto.
Według urzędu jedna licencja kosztowała ok. 2,85 EUR (ok. 12 PLN) miesięcznie. Ponieważ umowa obejmowała 36 miesięcy, całkowity koszt wyniósł ok. 102,60 EUR (ok. 435 PLN), co również praktycznie się pokrywa z ofertą Microsoftu. W ten sposób udało się nam ustalić, że Warszawa podpisała umowę na plan A3 – co znalazło również potwierdzenie w odpowiedzi urzędu.
Urząd miasta poinformował nas też, że nagły wzrost kosztów za wykorzystywanie usług Microsoftu w latach 2023 i 2024 był związany z „wysokim kursem euro, zwiększoną liczbą licencji, utylizacją kredytów Azure” oraz „dynamiką rozwoju”, która „poskutkowała zwiększonym zużyciem godzin wsparcia”.
Informacje dotyczące trybu wdrażania
W październiku 2025 roku zwróciliśmy się z zapytaniem, czy w związku z programem Eduwarszawa organizowane były jakiekolwiek przetargi. Urząd stołeczny poinformował nas, że nie miało to w ogóle miejsca.Odpowiedź urzędnika udzielającego nam informacji publicznej z dnia 31 października 2025 roku
W dalszej korespondencji zapytaliśmy, w jakim trybie została przeprowadzona oferta publiczna związana z Eduwarszawą. W odpowiedzi wskazano, że została ona zrealizowana w trybie „przetargu nieograniczonego”.
Jeden z prawników z Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska stwierdził, że „niewątpliwie dysponujemy dwiema odpowiedziami, których treść pozostaje ze sobą w sprzeczności”.
W celu wyjaśnienia nieścisłości zwróciliśmy się do dyrekcji Biura Edukacji urzędu m.st. Warszawy z prośbą o zajęcie stanowiska. Biuro Edukacji odpowiedziało nam, że zapytania dotyczyły najpierw wdrażania systemu (na które przetargów nie organizowano), a później trybu zamówień (którym okazał się być przetarg nieograniczony).
W toku dalszej korespondencji biuro wyjaśniło, że wcześniejsze odpowiedzi dotyczyły różnych aspektów realizacji programu.
Jak wskazano, na etapie wdrażania systemu Eduwarszawa — rozumianego jako uruchomienie oprogramowania — nie prowadzono odrębnych przetargów. Jednocześnie miasto korzystało i nadal korzysta z usług wsparcia technicznego oraz utrzymania środowiska Microsoft, które były przedmiotem postępowań przetargowych.
Z przekazanych nam informacji wynika, że w latach 2020–2025 usługi te świadczyły głównie firmy T-Systems oraz Integrity Partners, wyłonione w przetargach prowadzonych wspólnie przez Biuro Informatyki i Biuro Edukacji.
Zgodność z RODO
Jako iż w przypadku Eduwarszawy dochodzi do przetwarzania danych osobowych na dość dużą skalę przez zewnętrzną firmę (z siedzibą poza Unią Europejską), postanowiliśmy poprosić o komentarz Urząd Ochrony Danych Osobowych. Nie doczekaliśmy się jednak odpowiedzi.
Można odwołać się tu do innego przykładu, tym razem z zagranicy, czyli do wyroku austriackiego odpowiednika UODO (DSB), który stwierdził, że przesuwanie odpowiedzialności związanej z przestrzeganiem RODO przez Microsoft na lokalne szkoły jest niezgodne z prawem.
— Szkoły, które odpowiadały na te zapytania, nie były w stanie przekazać pełnych informacji przechowywanych w usługach Microsoftu, bo nie miały one po prostu do nich dostępu — piszą reprezentanci grupy noyb.eu.
Microsoft został oskarżony o śledzenie uczniów poprzez informacje zawarte w plikach cookies — co zostało potwierdzone przez DSB.
Austriacki organ nadzorczy nakazał Microsoftowi:
- wyjaśnienie, czy dane pozyskane od uczniów austriackich szkół korzystających z usług chmurowych Microsoftu zostały przesłane do serwisu LinkedIn, a także do innych podmiotów — choćby do OpenAI, czy Xandr, firmy zajmującej się zbieraniem danych na temat użytkowników internetu;
- udostępnienie osobom, na temat których Microsoft przechowuje dane, ich pełnej listy;
- usunięcie tych danych, które okazały się być niepotrzebne do świadczenia usług chmurowych — czyli wyżej wspomnianych plików cookies wykorzystywanych do śledzenia użytkowników.
Słowa końcowe
Polski oddział Microsoftu nie udzielił komentarza na żadne z zadanych przez nas pytań.
Rozwiń listę pytań zadanych przedstawicielom polskiego oddziału Microsoftu (zachowaliśmy oryginalną pisownię z uwagi na to, że pytania zadawał autor tekstu)
- W trakcie prac nad tekstem dowiedziałem się, że w ramach Eduwarszawy zostało wykupionych ok. 28.200 licencji, jednak w skanie elektronicznym umowy zaznaczono 25.000 licencji dla pracowników oświaty i drugie tyle dla uczniów warszawskich szkół. Czy po stronie polskiego oddziału Microsoftu kierownictwo potwierdza wersję zdarzeń przedstawioną przez urząd miasta?
- Czy licencje dostępowe do pakietu Microsoft 365 dla uczniów są rzeczywiście oferowane bezpłatnie?
- W trakcie szacowania kosztów ustaliłem, że średnio jedna licencja kosztowała Warszawę ok. 655,15 PLN (co jest zbliżone do jednorazowej opłaty za pakiet Microsoft Office Home 2024, który kosztuje ok. 639,99 PLN), jednak urząd miasta twierdzi, że każdą licencję (w planie A3) nabył w kwocie 2,85 EUR miesięcznie, opłaconą z góry za 36 miesięcy – co daje 102,60 EUR, lub ok. 434,70 PLN za każdą licencję. Co wpływa na rzeczywisty koszt poszczególnej licencji? Jakie Microsoft posiada wyliczenia, które pozwalają to ustalić możliwie najrzetelniej?
- Jakie środki techniczne posiada Microsoft, żeby zapewnić zgodność z obowiązującym na terenie Unii Europejskiej RODO, w szczególności, że przeciwko austriackiemu oddziałowi Microsoftu została złożona skarga zarzucająca śledzenie uczniów austriackich szkół do tamtejszego DSB, oraz że Microsoft, jako firma z siedzibą w Stanach Zjednoczonych, podlega pod CLOUD Act?
- Czy Microsoft publikuje listę projektów edukacyjnych realizowanych w Polsce ze środków publicznych? Jeżeli nie, to czy planowana jest publikacja takiego zestawienia?
- Jak Microsoft zapewnia przejrzystość kosztów licencyjnych i unika sytuacji, w której szkoły publiczne uzależniają się od komercyjnych rozwiązań, do których należą właśnie produkty Microsoftu?
- Czy planowane są programy umożliwiające instytucjom edukacyjnym przejście na alternatywne oprogramowanie w przyszłości, jeżeli będą chciały zmienić dostawcę?
- Jak Microsoft definiuje swoją misję w kontekście cyfryzacji polskiej edukacji – czy celem jest przede wszystkim wdrażanie rozwiązań technologicznych Microsoftu, czy rzeczywiście budowanie niezależnych kompetencji cyfrowych uczniów?
Z zebranych dokumentów i odpowiedzi urzędu miejskiego wynika, że edukacja w warszawskich szkołach nadal korzysta z komercyjnych narzędzi zarządzanych przez amerykańską korporację.
Dane te pokazują, że warszawskie placówki edukacyjne wciąż funkcjonują w środowisku opartym na narzędziach zewnętrznych dostawców, co ma wpływ zarówno na koszty utrzymania oprogramowania, jak i na strukturę wykorzystywanych rozwiązań cyfrowych.
Podziękowania
Autor tekstu chciałby podziękować ekipie prawniczej z Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska za bezinteresowną pomoc prawną w dziedzinie dostępu do informacji publicznej na etapie tworzenia tekstu.
Źródła
Zdjęcie tytułowe zostało zrobione przez użytkownika o pseudonimie Sobieski2 i jest ono dostępne na Wikimedia Commons na licencji CC BY-SA 4.0 International. Treść artykułu powstała na podstawie własnych źródeł tekstowych i/lub audiowizualnych, z wyjątkiem sekcji „Wcześniejsze próby wdrożenia otwartego oprogramowania w szkołach”, gdzie użyto następujących źródeł:
- List od czytelnika, informatyka w jednym z urzędów gmin, który wdrożył Linux Mint w pracowniach komputerowych, opublikowany w serwisie linuxportal.pl w dniu 19.08.2015
Sondaż „Kontrabandy” – otwarte oprogramowanie w szkołach (wyniki)
W ankiecie zostało zawarte 5 pytań. Ponieważ jest to pierwszy sondaż na łamach „Kontrabandy” – jak i też należy wziąć pod uwagę to, że dopiero ten portal raczkuje – dysponuję ankietą, na którą odpowiedziało 15 osób.Czy wiesz, czym jest otwarte oprogramowanie?
Na to pytanie twierdząco odpowiedziało 11 z 15 osób. 8 respondentów (53%) zadeklarowało, że nawet preferuje otwarte oprogramowanie bardziej niż to własnościowe, z kolei 3 respondentów (20%) stwierdziło, że woli oprogramowanie własnościowe.Pozostała część respondentów (4 osoby lub 27%), która odpowiedziała „nie” na to pytanie, stwierdziła, że albo nie wiedziała w ogóle, czym jest otwarte oprogramowanie, lub mogła sobie nie zdawać sprawy z tego, że może je potencjalnie wykorzystywać.
Jeżeli wcześniej nie wiedziałeś/-aś czym jest otwarte oprogramowanie, to jak się o jego istnieniu dowiedziałeś/-aś?
Najwięcej respondentów – bo 8 (53%) – odpowiedziało, że dowiedziało się o otwartym oprogramowaniu z różnych źródeł znalezionych w Internecie. Na drugim miejscu jest przeprowadzana przeze mnie ankieta (3 osoby), zaś podium zamyka opcja „dowiedziałem/-am się od znajomych, partnera/-ki lub rodziny”, którą wybrały 2 osoby. Po jednym głosie zyskały dwie opcje – „żadne z powyższych” i opcja „inne”, w której ktoś zadeklarował, że wykorzystywał do tego konkretnego celu Wikipedię.Opcję, że ktoś się dowiedział o tym, czym jest otwarte oprogramowanie podczas lekcji w szkole (co zresztą jest najbliższe tematyce tej ankiety) – wybrało okrągłe 0 osób.
Oznacza to, że zgodnie z odpowiedziami na to pytanie respondenci w ogóle nie mieli lekcji w szkole opartych o naukę otwartego oprogramowania, toteż nie mieli żadnej szansy go w ogóle poznać (lub wykorzystywali otwarte oprogramowanie na lekcjach bez żadnej świadomości o tym).
Jeżeli miałeś/-aś okazję skorzystać z otwartego oprogramowania, to jakie różnice możesz zauważyć między tym, czego wcześniej używałeś/-aś?
O otwartym oprogramowaniu ogromna większość się wypowiadała pozytywnie (odpowiedzi zachowują oryginalny sens, jedynie niektóre z nich – gdzie potrzebne – otrzymały stosowne poprawki gramatyczne/ortograficzne/interpunkcyjne). Pozwolę się wypowiedzieć tym, którzy wypełnili ankietę:
- Zauważyłem, że 7zip nie pyta mnie o kupienie pełnej wersji za każdym razem, jak coś otworzę.
- Byłem pozytywnie zaskoczony brakiem konieczności rejestrowania się na Mastodonie, aby przeglądać wpisy m.in. Panoptykonu.
- Nie ma reklam.
- Na Windowsie musiałem robić format co kilka lat. Na Linuxie nie muszę, ale za to nie mogę grać. Ale w sumie i tak już praktycznie nie gram. Ale trochę szkoda.
- Mniejsza nachalność reklam oraz „ulepszeń” do programu, mniej zmian interfejsu więc łatwiej pamiętać gdzie co jest, łatwość w korzystaniu, wrażenie większej szczerości twórcy wobec mnie, ogólnie pozytywne doświadczenia.
Była też jedna odpowiedź deklarująca, że otwarte oprogramowanie nie było wykorzystywane w ogóle. W wersji formularza przed wprowadzeniem tego pytania padła też następująca odpowiedź: „W szkole i po niej szkoda mi było czasu na uczenie się nowego oprogramowania”.
Gdyby temat otwartego oprogramowania był poruszany na Twoich lekcjach informatyki, czy istniałaby szansa, że skorzystał(a)byś z tego jako potencjalnej alternatywy?
Jak wynika z przeprowadzonej ankiety, 13 osób (aż 87%!) zadeklarowało, że by skorzystało z otwartego oprogramowania, gdyby te było nauczane w szkole. Jedynie 2 osoby (13%) odpowiedziały negatywnie na to pytanie.Tak duże poparcie – przynajmniej w niewielkiej skali – dla wykorzystywania otwartego oprogramowania w szkołach pokazuje, że ewentualna reforma podstawy programowej powinna obejmować także jego naukę. Warto też wspomnieć, że nie jesteśmy jedyni, ponieważ wcześniej fundacja „Internet. Czas działać!” podnosiła niniejszy postulat, pisząc na swoim blogu, że „szkoła nie jest miejscem do reklamowania płatnych programów prywatnych firm”.
A co o wszystkim sądzą respondenci?
W formularzu była również możliwość odnotowania swoich odczuć związanych z wypełnianą ankietą, lub sytuacją związaną z podstawą programową. Niektóre z wypowiedzi skróciłem z racji na bardzo szczegółowy opis niektórych odpowiadających.
- Nie pomaga, że alternatywy open source pokazywane są jako „biedackie” wersje płatnych produktów.
- Wydaje mi się, że otwarte oprogramowania [i][sic][/i] są niedoceniane i dzięki większej edukacji na ich temat, szczególnie w szkołach, byłoby większe zainteresowanie nimi. Sama dość mało o nich rozumiem.
- W głównym budynku mojej szkoły konsekwentnie opłacany jest Office i oczywiście Windows, ale w budynku dodatkowym wszyscy korzystamy z LibreOffice i jest dostępne także Ubuntu z myślą o technikach informatykach (takich jak ja). Poza tym około połowa wszystkich programów używanych przez wszystkie klasy to otwarte oprogramowanie – GIMP, Inkscape, VirtualBox, XAMPP, Code:Blocks, Sqlitestudio, Notepad++. Jeszcze w podstawówce pisaliśmy kartkówkę z rodzajów licencji, a w technikum informatycznym ta wiedza jest rozszerzona o pojęcia „wolnych licencji” i na egzaminie może paść pytanie o GPL. Mimo wszystko świadomość jest mała, nawet na takim kierunku.
- […] W liceum (lata 2004-2007) miałem jeden z lepszych programów nauczania informatyki. Algorytmy, programowanie, wówczas wszędobylski Pascal i po części C. […] Z początku Linuxa używano sporadycznie, drugi rok był z grafiką na Macach, przy czym na nich była powłoka BSD, podobna nieco do linuxowego Basha. To aby podnieść świadomość sytuacji zrobili nam taki kurs, że nie wyłaziliśmy z powłoki Linuxa i Unixa i na pecetach i na Macach. Potem okazało się, że połowa mat-infu siedzi prywatnie na dual boot – Windowsie do gier i multimediów, i Linuksie gdy trzeba coś zrobić automatycznie. […] Opowiadano czym jest wolne oprogramowanie, skąd się wziął GNU, Linux, o co w tym chodzi i co można z tym zrobić. Prowadził to pasjonat z pobliskiego uniwersytetu […]. Wprowadzenie do wolnego oprogramowania mieliśmy naprawdę świetne, ale był to wyjątek – szkoła w dużym mieście, dwie ulice od jednego uniwersytetu i cztery od drugiego, praktycznie w kampusie trzeciego.
Źródła
Zdjęcie tytułowe zrobione zostało przez użytkownika o pseudonimie ProjectManhattan i jest ono dostępne na Wikimedia Commons na licencji CC BY-SA 3.0 Unported. Treść artykułu powstała wyłącznie z użyciem źródeł własnych.Priorytety w obszarze cyfryzacji: nasze opinie kierowane do Ministra Cyfryzacji
Opinia fundacji „Internet. Czas działać!” na temat priorytetów w obszarze cyfryzacjiKuba Orlik (Fundacja Internet. Czas działać!)
Wniosek trafił do spamu. Sąd: rażące naruszenie prawa i 200 zł grzywny
Urząd miasta Radomia - wniosek trafił do spamu. Sąd: to nie ma znaczenia, urząd dopuścili się rażącego naruszenia prawa i dostał grzywnę 200 zł.InformacjaPubliczna.org
Finlandia jest w czołówce zestawienia nt. suwerenności cyfrowej według Digital Sovereignty Index
Content warning: Dotychczas wiele artykułów związanych z suwerennością cyfrową w krajach europejskich skupiało się głównie na działaniach w Niemczech czy Francji. Jednak Digital Sovereignty Index -- nowy projekt organizacji odpowiedzialnej za Nextclouda -- wytypował jako
Zgodnie z informacjami skompilowanymi przez twórców inicjatywy „Digital Sovereignty Index” — największy stopień suwerenności cyfrowej osiągnęła Finlandia, uzyskując 64,5 pkt. w 100-stopniowej skali.
Mimo najwyższego wyniku Finlandii, większość komentarzy medialnych koncentrowała się na działaniach Niemiec i Francji – według obserwacji naszej redakcji.
Oba te kraje kolejno mogą się pochwalić wynikiem na poziomie kolejno 53,85 pkt. oraz 25,1 pkt.
Podium trzech najlepiej wypadających w raporcie krajów zamyka Holandia, zdobywając 36,32 pkt.
Informacje te zostały przekazane redakcji „Kontrabandy” w formie notatki prasowej przez przedstawiciela firmy Nextcloud – organizatora inicjatywy.
Metodologia zastosowana wewnątrz „Digital Sovereignty Index” polega na sprawdzeniu poziomu wykorzystania około 50 popularnych rozwiązań z publicznie dostępnym kodem źródłowym do przechowywania plików, komunikatorów, czy innych rozwiązań przeznaczonych do wzajemnej współpracy przez internet.
Analiza została przeprowadzona na podstawie danych pozyskanych z około 7,2 mln serwerów rozsianych po ponad 50 krajach.
Według Nextclouda, choć DSI „nie jest ostatecznym wskaźnikiem pokazującym, jak bardzo suwerenny cyfrowo jest dany kraj”, tak zdaniem organizacji „oferuje ona wystarczające informacje, jak bardzo świadoma jest lokalna społeczność względem ewentualnych problemów, gdy mowa o powierzaniu swoich danych zewnętrznym usługom”.
Polska a suwerenność cyfrowa
Raport Digital Sovereignty Index wskazuje, że Polska uzyskała 7,55 pkt. na 100 w kontekście suwerenności cyfrowej, co plasuje ją w dolnej części zestawienia.
Na podstawie poprzedniego sondażu związanego z otwartym oprogramowaniem w polskich szkołach, gdzie udało nam się pozyskać 15 odpowiedzi, zorganizowaliśmy podobny sondaż wśród ogólnej społeczności naszych czytelników.
Przepytaliśmy użytkowników Mastodona, serwisu Hejto oraz Twittera za pomocą funkcji tworzenia ankiet w wymienionych serwisach — uzyskując w ten sposób łącznie 76 odpowiedzi.
W serwisie Hejto udało nam się pozyskać 53 odpowiedzi, na Mastodonie 22 odpowiedzi oraz na Twitterze zaledwie jedną.
Największe poparcie uzyskała opcja dotycząca dbania o suwerenność cyfrową, gdzie 48 przepytanych osób wskazało tę opcję — jednocześnie znacznie przebijając pozostałe opcje, wymienione poniżej.
Dalej na liście są opcje dotyczące funduszu otwartego oprogramowania (13 osób) oraz poradników związanych z higieną cyfrową (10 osób).
Najmniejsze poparcie odnotowała opcja współpracy z amerykańskimi Big Techami, gdzie za tą opcją zagłosowało tylko 5 osób.
Jednak część użytkowników serwisu Hejto, w tym administrator konta, wskazała, że jednym z głównych problemów związanych z otwartym oprogramowaniem jest niedostateczne finansowanie jego rozwoju.
Plany rządu koalicyjnego
Warto zaznaczyć, że działania rządu koalicyjnego mogą nie odzwierciedlać oczekiwań części społeczeństwa — przynajmniej tej, która wzięła udział w naszej ankiecie.
Przykładowo, w programie PW eSkills — którego oryginalnie dotyczyła wspomniana wyżej ankieta — do współpracy zaproszono dwie największe firmy technologiczne — Google i Microsoft.
Jak twierdziło wtedy Ministerstwo Cyfryzacji w oświadczeniu przesłanym jednemu z dziennikarzy „Kontrabandy”, w „najszerszym ujęciu i dalekosiężnej perspektywie beneficjentem […] będzie cała gospodarka […] [oraz] społeczeństwo Polski”.
W nadesłanej przez organ państwowy liście podmiotów współpracujących nie znajduje się tam dotyczący Microsoftu wpis.
Mimo wszystko, firma ta jest jednak zaangażowana w wiele projektów informatycznych w naszym kraju, co może budzić obawy o dominację jednego podmiotu technologicznego — i co wskazywaliśmy w naszym raporcie na temat Eduwarszawy.
Urząd miasta stołecznego mimo dwukrotnej próby kontaktu nie udzielił nam odpowiedzi na zadane pytania, jak i też nie zaproponował terminu wywiadu, podczas którego moglibyśmy uzyskać wyjaśnienia.
Źródła
Zdjęcie tytułowe zostało zrobione przez Markusa Kauppinena i jest ono dostępne na Wikimedia Commons w domenie publicznej. Treść artykułu powstała na podstawie następujących źródeł tekstowych i/lub audiowizualnych:
- Notatka prasowa dotycząca Digital Sovereignty Index nadesłana drogą elektroniczną przez jednego z reprezentantów Nextclouda
- Odpowiedź na zapytanie o informację publiczną o sygnaturze BM.WP.0122.270.2025, udzielona 14.07.2025
- Wyniki ankiety rozpowszechnionej na Mastodonie, w serwisie Hejto oraz na Twitterze, wszystkie posty opublikowane jednocześnie w dniu 7.07.2025
- Jeden z komentarzy opublikowanych przez użytkownika o pseudonimie ErwinoRommelo w serwisie hejto.pl w dniu 3.07.2025
Sondaż „Kontrabandy” – otwarte oprogramowanie w szkołach (wyniki)
W ankiecie zostało zawarte 5 pytań. Ponieważ jest to pierwszy sondaż na łamach „Kontrabandy” – jak i też należy wziąć pod uwagę to, że dopiero ten portal raczkuje – dysponuję ankietą, na którą odpowiedziało 15 osób.Czy wiesz, czym jest otwarte oprogramowanie?
Na to pytanie twierdząco odpowiedziało 11 z 15 osób. 8 respondentów (53%) zadeklarowało, że nawet preferuje otwarte oprogramowanie bardziej niż to własnościowe, z kolei 3 respondentów (20%) stwierdziło, że woli oprogramowanie własnościowe.Pozostała część respondentów (4 osoby lub 27%), która odpowiedziała „nie” na to pytanie, stwierdziła, że albo nie wiedziała w ogóle, czym jest otwarte oprogramowanie, lub mogła sobie nie zdawać sprawy z tego, że może je potencjalnie wykorzystywać.
Jeżeli wcześniej nie wiedziałeś/-aś czym jest otwarte oprogramowanie, to jak się o jego istnieniu dowiedziałeś/-aś?
Najwięcej respondentów – bo 8 (53%) – odpowiedziało, że dowiedziało się o otwartym oprogramowaniu z różnych źródeł znalezionych w Internecie. Na drugim miejscu jest przeprowadzana przeze mnie ankieta (3 osoby), zaś podium zamyka opcja „dowiedziałem/-am się od znajomych, partnera/-ki lub rodziny”, którą wybrały 2 osoby. Po jednym głosie zyskały dwie opcje – „żadne z powyższych” i opcja „inne”, w której ktoś zadeklarował, że wykorzystywał do tego konkretnego celu Wikipedię.Opcję, że ktoś się dowiedział o tym, czym jest otwarte oprogramowanie podczas lekcji w szkole (co zresztą jest najbliższe tematyce tej ankiety) – wybrało okrągłe 0 osób.
Oznacza to, że zgodnie z odpowiedziami na to pytanie respondenci w ogóle nie mieli lekcji w szkole opartych o naukę otwartego oprogramowania, toteż nie mieli żadnej szansy go w ogóle poznać (lub wykorzystywali otwarte oprogramowanie na lekcjach bez żadnej świadomości o tym).
Jeżeli miałeś/-aś okazję skorzystać z otwartego oprogramowania, to jakie różnice możesz zauważyć między tym, czego wcześniej używałeś/-aś?
O otwartym oprogramowaniu ogromna większość się wypowiadała pozytywnie (odpowiedzi zachowują oryginalny sens, jedynie niektóre z nich – gdzie potrzebne – otrzymały stosowne poprawki gramatyczne/ortograficzne/interpunkcyjne). Pozwolę się wypowiedzieć tym, którzy wypełnili ankietę:
- Zauważyłem, że 7zip nie pyta mnie o kupienie pełnej wersji za każdym razem, jak coś otworzę.
- Byłem pozytywnie zaskoczony brakiem konieczności rejestrowania się na Mastodonie, aby przeglądać wpisy m.in. Panoptykonu.
- Nie ma reklam.
- Na Windowsie musiałem robić format co kilka lat. Na Linuxie nie muszę, ale za to nie mogę grać. Ale w sumie i tak już praktycznie nie gram. Ale trochę szkoda.
- Mniejsza nachalność reklam oraz „ulepszeń” do programu, mniej zmian interfejsu więc łatwiej pamiętać gdzie co jest, łatwość w korzystaniu, wrażenie większej szczerości twórcy wobec mnie, ogólnie pozytywne doświadczenia.
Była też jedna odpowiedź deklarująca, że otwarte oprogramowanie nie było wykorzystywane w ogóle. W wersji formularza przed wprowadzeniem tego pytania padła też następująca odpowiedź: „W szkole i po niej szkoda mi było czasu na uczenie się nowego oprogramowania”.
Gdyby temat otwartego oprogramowania był poruszany na Twoich lekcjach informatyki, czy istniałaby szansa, że skorzystał(a)byś z tego jako potencjalnej alternatywy?
Jak wynika z przeprowadzonej ankiety, 13 osób (aż 87%!) zadeklarowało, że by skorzystało z otwartego oprogramowania, gdyby te było nauczane w szkole. Jedynie 2 osoby (13%) odpowiedziały negatywnie na to pytanie.Tak duże poparcie – przynajmniej w niewielkiej skali – dla wykorzystywania otwartego oprogramowania w szkołach pokazuje, że ewentualna reforma podstawy programowej powinna obejmować także jego naukę. Warto też wspomnieć, że nie jesteśmy jedyni, ponieważ wcześniej fundacja „Internet. Czas działać!” podnosiła niniejszy postulat, pisząc na swoim blogu, że „szkoła nie jest miejscem do reklamowania płatnych programów prywatnych firm”.
A co o wszystkim sądzą respondenci?
W formularzu była również możliwość odnotowania swoich odczuć związanych z wypełnianą ankietą, lub sytuacją związaną z podstawą programową. Niektóre z wypowiedzi skróciłem z racji na bardzo szczegółowy opis niektórych odpowiadających.
- Nie pomaga, że alternatywy open source pokazywane są jako „biedackie” wersje płatnych produktów.
- Wydaje mi się, że otwarte oprogramowania [i][sic][/i] są niedoceniane i dzięki większej edukacji na ich temat, szczególnie w szkołach, byłoby większe zainteresowanie nimi. Sama dość mało o nich rozumiem.
- W głównym budynku mojej szkoły konsekwentnie opłacany jest Office i oczywiście Windows, ale w budynku dodatkowym wszyscy korzystamy z LibreOffice i jest dostępne także Ubuntu z myślą o technikach informatykach (takich jak ja). Poza tym około połowa wszystkich programów używanych przez wszystkie klasy to otwarte oprogramowanie – GIMP, Inkscape, VirtualBox, XAMPP, Code:Blocks, Sqlitestudio, Notepad++. Jeszcze w podstawówce pisaliśmy kartkówkę z rodzajów licencji, a w technikum informatycznym ta wiedza jest rozszerzona o pojęcia „wolnych licencji” i na egzaminie może paść pytanie o GPL. Mimo wszystko świadomość jest mała, nawet na takim kierunku.
- […] W liceum (lata 2004-2007) miałem jeden z lepszych programów nauczania informatyki. Algorytmy, programowanie, wówczas wszędobylski Pascal i po części C. […] Z początku Linuxa używano sporadycznie, drugi rok był z grafiką na Macach, przy czym na nich była powłoka BSD, podobna nieco do linuxowego Basha. To aby podnieść świadomość sytuacji zrobili nam taki kurs, że nie wyłaziliśmy z powłoki Linuxa i Unixa i na pecetach i na Macach. Potem okazało się, że połowa mat-infu siedzi prywatnie na dual boot – Windowsie do gier i multimediów, i Linuksie gdy trzeba coś zrobić automatycznie. […] Opowiadano czym jest wolne oprogramowanie, skąd się wziął GNU, Linux, o co w tym chodzi i co można z tym zrobić. Prowadził to pasjonat z pobliskiego uniwersytetu […]. Wprowadzenie do wolnego oprogramowania mieliśmy naprawdę świetne, ale był to wyjątek – szkoła w dużym mieście, dwie ulice od jednego uniwersytetu i cztery od drugiego, praktycznie w kampusie trzeciego.
Źródła
Zdjęcie tytułowe zrobione zostało przez użytkownika o pseudonimie ProjectManhattan i jest ono dostępne na Wikimedia Commons na licencji CC BY-SA 3.0 Unported. Treść artykułu powstała wyłącznie z użyciem źródeł własnych.Priorytety w obszarze cyfryzacji: nasze opinie kierowane do Ministra Cyfryzacji
Opinia fundacji „Internet. Czas działać!” na temat priorytetów w obszarze cyfryzacjiKuba Orlik (Fundacja Internet. Czas działać!)
Planujemy napisać poradnik o PeerTube'ie -- otwartoźródłowej alternatywie dla YouTube'a z francuskim rodowodem. - kontrabanda
Planujemy napisać poradnik o PeerTube'ie -- otwartoźródłowej alternatywie dla YouTube'a z francuskim rodowodem. Pytanie powiązane: czego spodziewalibyście się pkontrabanda
Sondaż „Kontrabandy” – otwarte oprogramowanie w szkołach (wyniki)
Content warning: 10 lutego 2025 roku stworzyłem ankietę, którą mogliście wypełnić dla celów autorskiego reportażu na "Kontrabandzie". Na ankietę odpowiedziało 15 osób i choć nie wydaje się to imponującą liczbą (miejmy na uwadze to, że "Kontrabanda" dopiero raczkuje), tak
W ankiecie zostało zawarte 5 pytań. Ponieważ jest to pierwszy sondaż na łamach „Kontrabandy” – jak i też należy wziąć pod uwagę to, że dopiero ten portal raczkuje – dysponuję ankietą, na którą odpowiedziało 15 osób.
Czy wiesz, czym jest otwarte oprogramowanie?
Na to pytanie twierdząco odpowiedziało 11 z 15 osób. 8 respondentów (53%) zadeklarowało, że nawet preferuje otwarte oprogramowanie bardziej niż to własnościowe, z kolei 3 respondentów (20%) stwierdziło, że woli oprogramowanie własnościowe.
Pozostała część respondentów (4 osoby lub 27%), która odpowiedziała „nie” na to pytanie, stwierdziła, że albo nie wiedziała w ogóle, czym jest otwarte oprogramowanie, lub mogła sobie nie zdawać sprawy z tego, że może je potencjalnie wykorzystywać.
Jeżeli wcześniej nie wiedziałeś/-aś czym jest otwarte oprogramowanie, to jak się o jego istnieniu dowiedziałeś/-aś?
Najwięcej respondentów – bo 8 (53%) – odpowiedziało, że dowiedziało się o otwartym oprogramowaniu z różnych źródeł znalezionych w Internecie. Na drugim miejscu jest przeprowadzana przeze mnie ankieta (3 osoby), zaś podium zamyka opcja „dowiedziałem/-am się od znajomych, partnera/-ki lub rodziny”, którą wybrały 2 osoby. Po jednym głosie zyskały dwie opcje – „żadne z powyższych” i opcja „inne”, w której ktoś zadeklarował, że wykorzystywał do tego konkretnego celu Wikipedię.
Opcję, że ktoś się dowiedział o tym, czym jest otwarte oprogramowanie podczas lekcji w szkole (co zresztą jest najbliższe tematyce tej ankiety) – wybrało okrągłe 0 osób.
Oznacza to, że zgodnie z odpowiedziami na to pytanie respondenci w ogóle nie mieli lekcji w szkole opartych o naukę otwartego oprogramowania, toteż nie mieli żadnej szansy go w ogóle poznać (lub wykorzystywali otwarte oprogramowanie na lekcjach bez żadnej świadomości o tym).
Jeżeli miałeś/-aś okazję skorzystać z otwartego oprogramowania, to jakie różnice możesz zauważyć między tym, czego wcześniej używałeś/-aś?
O otwartym oprogramowaniu ogromna większość się wypowiadała pozytywnie (odpowiedzi zachowują oryginalny sens, jedynie niektóre z nich – gdzie potrzebne – otrzymały stosowne poprawki gramatyczne/ortograficzne/interpunkcyjne). Pozwolę się wypowiedzieć tym, którzy wypełnili ankietę:
- Zauważyłem, że 7zip nie pyta mnie o kupienie pełnej wersji za każdym razem, jak coś otworzę.
- Byłem pozytywnie zaskoczony brakiem konieczności rejestrowania się na Mastodonie, aby przeglądać wpisy m.in. Panoptykonu.
- Nie ma reklam.
- Na Windowsie musiałem robić format co kilka lat. Na Linuxie nie muszę, ale za to nie mogę grać. Ale w sumie i tak już praktycznie nie gram. Ale trochę szkoda.
- Mniejsza nachalność reklam oraz „ulepszeń” do programu, mniej zmian interfejsu więc łatwiej pamiętać gdzie co jest, łatwość w korzystaniu, wrażenie większej szczerości twórcy wobec mnie, ogólnie pozytywne doświadczenia.
Była też jedna odpowiedź deklarująca, że otwarte oprogramowanie nie było wykorzystywane w ogóle. W wersji formularza przed wprowadzeniem tego pytania padła też następująca odpowiedź: „W szkole i po niej szkoda mi było czasu na uczenie się nowego oprogramowania”.
Gdyby temat otwartego oprogramowania był poruszany na Twoich lekcjach informatyki, czy istniałaby szansa, że skorzystał(a)byś z tego jako potencjalnej alternatywy?
Jak wynika z przeprowadzonej ankiety, 13 osób (aż 87%!) zadeklarowało, że by skorzystało z otwartego oprogramowania, gdyby te było nauczane w szkole. Jedynie 2 osoby (13%) odpowiedziały negatywnie na to pytanie.
Tak duże poparcie – przynajmniej w niewielkiej skali – dla wykorzystywania otwartego oprogramowania w szkołach pokazuje, że ewentualna reforma podstawy programowej powinna obejmować także jego naukę. Warto też wspomnieć, że nie jesteśmy jedyni, ponieważ wcześniej fundacja „Internet. Czas działać!” podnosiła niniejszy postulat, pisząc na swoim blogu, że „szkoła nie jest miejscem do reklamowania płatnych programów prywatnych firm”.
A co o wszystkim sądzą respondenci?
W formularzu była również możliwość odnotowania swoich odczuć związanych z wypełnianą ankietą, lub sytuacją związaną z podstawą programową. Niektóre z wypowiedzi skróciłem z racji na bardzo szczegółowy opis niektórych odpowiadających.
- Nie pomaga, że alternatywy open source pokazywane są jako „biedackie” wersje płatnych produktów.
- Wydaje mi się, że otwarte oprogramowania [i][sic][/i] są niedoceniane i dzięki większej edukacji na ich temat, szczególnie w szkołach, byłoby większe zainteresowanie nimi. Sama dość mało o nich rozumiem.
- W głównym budynku mojej szkoły konsekwentnie opłacany jest Office i oczywiście Windows, ale w budynku dodatkowym wszyscy korzystamy z LibreOffice i jest dostępne także Ubuntu z myślą o technikach informatykach (takich jak ja). Poza tym około połowa wszystkich programów używanych przez wszystkie klasy to otwarte oprogramowanie – GIMP, Inkscape, VirtualBox, XAMPP, Code:Blocks, Sqlitestudio, Notepad++. Jeszcze w podstawówce pisaliśmy kartkówkę z rodzajów licencji, a w technikum informatycznym ta wiedza jest rozszerzona o pojęcia „wolnych licencji” i na egzaminie może paść pytanie o GPL. Mimo wszystko świadomość jest mała, nawet na takim kierunku.
- […] W liceum (lata 2004-2007) miałem jeden z lepszych programów nauczania informatyki. Algorytmy, programowanie, wówczas wszędobylski Pascal i po części C. […] Z początku Linuxa używano sporadycznie, drugi rok był z grafiką na Macach, przy czym na nich była powłoka BSD, podobna nieco do linuxowego Basha. To aby podnieść świadomość sytuacji zrobili nam taki kurs, że nie wyłaziliśmy z powłoki Linuxa i Unixa i na pecetach i na Macach. Potem okazało się, że połowa mat-infu siedzi prywatnie na dual boot – Windowsie do gier i multimediów, i Linuksie gdy trzeba coś zrobić automatycznie. […] Opowiadano czym jest wolne oprogramowanie, skąd się wziął GNU, Linux, o co w tym chodzi i co można z tym zrobić. Prowadził to pasjonat z pobliskiego uniwersytetu […]. Wprowadzenie do wolnego oprogramowania mieliśmy naprawdę świetne, ale był to wyjątek – szkoła w dużym mieście, dwie ulice od jednego uniwersytetu i cztery od drugiego, praktycznie w kampusie trzeciego.
Źródła
Zdjęcie tytułowe zrobione zostało przez użytkownika o pseudonimie ProjectManhattan i jest ono dostępne na Wikimedia Commons na licencji CC BY-SA 3.0 Unported. Treść artykułu powstała wyłącznie z użyciem źródeł własnych.
Priorytety w obszarze cyfryzacji: nasze opinie kierowane do Ministra Cyfryzacji
Opinia fundacji „Internet. Czas działać!” na temat priorytetów w obszarze cyfryzacjiKuba Orlik (Fundacja Internet. Czas działać!)
Hiszpański Sąd Najwyższy: „kod źródłowy elektronicznych usług publicznych to informacja publiczna”
Content warning: Wyrok Sądu Najwyższego w Hiszpanii z września 2025 roku nakazał ujawnienie kodu źródłowego aplikacji BOSCO, odpowiedzialnej za przyjmowanie wniosków o tzw. „bony energetyczne”. Decyzja ta zapadła po skardze organizacji „Fundación Ciudadana Civio”. W wyrok
Wyrok Sądu Najwyższego w Hiszpanii z września 2025 roku (link do pliku źródłowego kieruje do dokumentu w języku hiszpańskim) nakazał udostępnienie kodu źródłowego aplikacji BOSCO, która odpowiadała za przyjmowanie wniosków o tzw. „bony energetyczne”.
Ma to związek ze skargą kasacyjną, którą złożyła organizacja „Fundación Ciudadana Civio” — która została uwzględniona.
Wniosek organizacji z 2018 roku dotyczył udostępnienia specyfikacji technicznej, kodu źródłowego zasilającego system BOSCO, wyników badań weryfikujących zgodność wdrożenia, oraz innych materiałów wyjaśniających, na czym polega dany system.
Choć dane zostały częściowo opublikowane po wyrokach w lokalnych sądach administracyjnych, które były następstwem skarg na bezczynność hiszpańskich organów administracyjnych, dopiero 7 lat później został wydany ostateczny wyrok korzystny dla strony wnioskującej.
Organ państwowy odpowiedzialny za BOSCO twierdził, że ujawnienie kodu źródłowego „stanowiłoby zagrożenie dla bezpieczeństwa przechowywanych tam danych osobowych” — czemu zaprzeczyli sędziowie.
Na stronie informacjapubliczna.org, która opublikowała jako pierwsza informację w języku polskim na ten temat, możemy przeczytać, że „dostęp do kodu nie oznacza dostępu do danych osobowych wnioskodawców, więc ograniczenia wynikające z przepisów o ochronie danych osobowych nie mają tu żadnego zastosowania”.
Źródła
Zdjęcie tytułowe zostało zrobione przez Yuriego Samoilova i jest ono dostępne na Wikimedia Commons na licencji Creative Commons BY 3.0 Unported. Treść artykułu powstała na podstawie następujących źródeł tekstowych i/lub audiowizualnych:
- Wyrok Sądu Najwyższego w Hiszpanii z 11 września 2025 roku, sygnatura sprawy 7878/2024, sygnatura wyroku 1119/2025
- Hiszpański Sąd Najwyższy: kod źródłowy to informacja publiczna. Precedens dla przejrzystości cyfrowej demokracji, opublikowany w serwisie informacjapubliczna.org w dniu 6.10.2025 przez Michała Zemełkę
Hiszpański Sąd Najwyższy: kod źródłowy to informacja publiczna. Precedens dla przejrzystości cyfrowej demokracji - InformacjaPubliczna.org
We wrześniu 2025 r. hiszpański Sąd Najwyższy wydał przełomowy wyrok (link do treści w języku hiszpańskim, tłumaczenie na język polski) w sprawie dostępu do kodu źródłowego aplikacji BOSCO – narzędzia, które automatycznie decyduje o przyznaniu tzw.InformacjaPubliczna.org
Jak korzystać z XMPP – zakładanie konta, zapraszanie ludzi, konwersowanie
XMPP istnieje od ponad ćwierć wieku, i przez pewien czas był wykorzystywany przez dużych graczy – mogliśmy rozmawiać z użytkownikami Google Chatu czy Facebook Messengera. I choć obie te firmy już dawno temu się odcięły od XMPP, w tym poradniku na „Kontrabandzie” dowiesz się, jak korzystać z tego standardu do komunikacji. Zróbmy renesans XMPP!
https://kontrabanda.net/r/jak-korzystac-z-xmpp-zakladanie-konta-zapraszanie-ludzi-konwersowanie/
#Cyberbezpieczeństwo #OtwarteOprogramowanie #Poradniki #XMPP
Jak korzystać z XMPP – zakładanie konta, zapraszanie ludzi, konwersowanie
XMPP istnieje od ponad ćwierć wieku, i przez pewien czas był wykorzystywany przez dużych graczy – mogliśmy rozmawiać z użytkownikami Google Chatu czy Facebook Messengera. I choć obie te firmy już dawno temu się odcięły od XMPP, w tym poradniku na „Kontrabandzie” dowiesz się, jak korzystać z tego standardu do komunikacji. Zróbmy renesans XMPP!https://kontrabanda.net/r/jak-korzystac-z-xmpp-zakladanie-konta-zapraszanie-ludzi-konwersowanie/
#Cyberbezpieczeństwo #OtwarteOprogramowanie #Poradniki #XMPP
[OPINIA] Ministerstwo Cyfryzacji nie zrobiło za wiele w kierunku obiecanej suwerenności cyfrowej
Obiecano nam suwerenność cyfrową, a jest zupełnie co innego – przyszłość widzimy nie w uniezależnianiu się od Big Techów. Wręcz przeciwnie: w pozostaniu *uzależnionym* od gigantów technologicznych.
https://kontrabanda.net/r/ministerstwo-cyfryzacji-suwerennosc-cyfrowa-opinia/
#Felietony #KrzysztofGawkowski #MinisterstwoCyfryzacji #OtwarteOprogramowanie #Polska #SuwerennośćCyfrowa
[OPINIA] Ministerstwo Cyfryzacji nie zrobiło za wiele w kierunku obiecanej suwerenności cyfrowej
Obiecano nam suwerenność cyfrową, a jest zupełnie co innego – przyszłość widzimy nie w uniezależnianiu się od Big Techów. Wręcz przeciwnie: w pozostaniu *uzależnionym* od gigantów technologicznych.https://kontrabanda.net/r/ministerstwo-cyfryzacji-suwerennosc-cyfrowa-opinia/
#Felietony #KrzysztofGawkowski #MinisterstwoCyfryzacji #OtwarteOprogramowanie #Polska #SuwerennośćCyfrowa
[KOMENTARZ] Należy zabronić wydawania publicznych pieniędzy na wielkie platformy społecznościowe
To jest opinia jednej z piszących dla „Kontrabandy” osób i jej treść może odbiegać od ogólnie przyjętych w tym serwisie norm etyki dziennikarskiej.
Jesteśmy w roku 2025, a dalej nie potrafimy pojąć prostej jak konstrukcja cepa rzeczy: dając pieniądze na Big Techy, wzmacniamy ich dominację na rynku cyfrowym. Organy państwowe mają spory wpływ na to, gdzie dyskursy na wszelkie tematy społeczne mogą się dziać – i niestety robią to na platformach, których główne siedziby są hen daleko od Polski – nie wspominając już o całej Unii Europejskiej.
Problem polega jednak na tym, że choć potrafimy już dostrzec potencjalne zagrożenia związane z poleganiem na zamkniętych, komercyjnych platformach (co jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia!) – tak petycje piszemy do kompletnie niewłaściwych adresatów z myślą, że może jednak się zmienią na lepsze, tak… sami z siebie? Może wskażcie mi choćby jedną platformę, która bardzo chętnie, bez żadnych nacisków społecznych, strzeliłaby sobie w stopę, odcinając sobie bardzo lukratywne źródło dochodu, jakim jest uzależniający algorytm uzupełniany spersonalizowanymi reklamami?
Przeinaczmy lekko sens wypowiedzi Linusa Torvaldsa sprzed kilku dni, który udzielił ją Hectorowi Martinowi – byłemu już głównemu programiście Asahi Linuxa: zaakceptujmy w końcu to, że nasz – nie bójmy się tego stwierdzić – syndrom sztokholmski, który wyznajemy każdego dnia twierdząc, że może jednak Facebook, Instagram, czy podlinkowany TikTok, do którego kierowana jest petycja ze strony EDRi, zmienią się „na lepsze”, i to nawet mimo tego, że istnieją niezbite dowody na to, że przyczyniły się pośrednio do destabilizacji naszego społeczeństwa – jest problemem. W szczególności Facebook (lub Meta Platforms, jak kto woli) jest współodpowiedzialny za ludobójstwo na Rohingjach. Jednak mało kto zdaje sobie sprawę z tego, bo o takim ludzie Rohingjów w zasadzie się nie mówi w mainstreamowych mediach – a już na pewno w kontekście ludobójstwa, do którego przyczyniła się platforma Mety. A to tylko początek „zalet”, nie wspominając już o tym, że prekursor Facebooka – Facemash – służył do oceniania wyglądu dziewczyn na uniwersytecie. Bardzo dojrzałe, nie? Ponad 20 lat później historia zatacza koło w dość podobny sposób.
Czy mogłoby się to stać za pomocą także innych mainstreamowych platform? Nie wykluczałbym tego, tym bardziej gdy administracja takiego serwisu by była do zapobieżenia takiej tragedii niekompetentna. Jednak Facebook garnął się do między innymi Mjanmy wręcz nadgorliwie, przysłaniając się dość szczytnym celem dostarczenia internetu osobom biedniejszym… w bardzo okrojonej formie i nawet niedostosowanej do lokalnej ludności. Pozostawmy jednak temat ludobójstwa, bo nie jest to jedyny problem związany z w zasadzie dobrowolnym oddawaniem się w macki wielkich korporacji technologicznych, które wiedząc, że mają po prostu ogromną władzę nad internetem, chcą jej jeszcze więcej. I więcej. Aż zagarną całość dla siebie, nie pozostawiając nam żadnego realnego wyboru. I niezaznajomionych ze sprawą zaskoczę: to, że skasujesz Facebooka i przejdziesz na Instagrama, w żaden sposób nie zaszkodzisz swoją migracją firmie nadrzędnej, bo oboma tymi serwisami zarządza jedna i ta sama Meta Platforms. Analogicznie jest z Messengerem i WhatsAppem: też Meta Platforms wychodzi na tym na zero, bo oboma tymi komunikatorami zarządza. Są też inne wyjścia, tylko mało kto się decyduje na realną zmianę z racji tego, że jeden z drugim zacznie odgrywać Teatr Telewizji o tym, że „ale jak to, z platform Mety korzysta każdy, to i Ty też musisz”. I z tego względu z konstruktywnej dyskusji robi się bezsensowna, niemerytoryczna tragikomedia.
A ja głośno i wyraźnie powiem, że „nie, nie muszę z tego korzystać”. Każdy może się wyrwać z macek złoczyńców. Trzeba tylko chcieć. Wystarczy spojrzeć na kreskówki dla nieco starszych dzieci: tam superbohaterzy walczący z krakenami wielkości Pałacu Kultury i Nauki są w pewnym momencie przez takiego stwora łapani, ale bohaterzy i tak się wydostaną, bo po prostu chcą dalej walczyć ze wspomnianym krakenem i zażegnać niebezpieczeństwo. Prozaiczne rzeczy takie jak próba poluzowania ścisku macek ruchami własnego ciała to też znak, że coś bohater robi w kierunku ewentualnego wyzwolenia się i kontynuacji walki ze złoczyńcą.
Do czego zmierzam? Do tego, że zaprzestanie (a nawet zakazanie) przekazywania przez podmioty publiczne pieniędzy, które otrzymują z naszych podatków, do prywatnych wielkich firm technologicznych poza naszymi granicami, które wszelkie normy etyczne już dawno temu pogoniły sprzed drzwi jak tych „chcących porozmawiać o Bogu”, jest potrzebne „na wczoraj”. Potrzebne są regulacje prawne – i jest to niezmiennym faktem – ale oprócz tego, musimy w końcu zacząć podejmować bardziej radykalne działania. Zamiast Facebooka – własna strona internetowa czy choćby BIP. Zamiast Instagrama – galeria zdjęć na blogu urzędu miasta. A zamiast TikToka czy YouTube’a? Własna instancja PeerTube’a – jak to zrobił na przykład Stary Sącz. Kiedyś się twierdziło, że nie było za bardzo dokąd uciec od Big Techów – bo wtedy owszem istniały podstawy do używania takiego stwierdzenia. Ale dzisiaj ten argument traci na istotności, bo a) istnieje coraz więcej alternatywnych platform społecznościowych (lub co niektórzy wracają na zwyczajne fora dyskusyjne), b) wsparcie programowe dla systemów operacyjnych takich jak Linux czy nawet *BSD zauważalnie wzrosło w ostatnich latach, zaś instalacja przynajmniej tego pierwszego stała się znacznie prostsza, czy c) zaczynamy używać na nowo innych, przetestowanych w boju otwartych standardów takich jak kanały RSS.
Wystarczy po prostu umieć być asertywnym i przede wszystkim chętnym do zmiany na lepsze, czego jednak – jak zauważyłem po ponad roku rządów koalicji Donalda Tuska – po prostu brakuje. Zresztą spójrzcie na zapowiedź Strategii Cyfryzacji Polski, gdzie jawnie stwierdzono, że „wielkie firmy technologiczne [tutaj jako międzynarodowe korporacje] także potrafią przyczynić się do budowania wspólnego dobra„. No, nie stwierdziłbym, że zamykanie nas w cyfrowych więzieniach jest chęcią budowania wspólnego dobra, ale co poradzę, jeżeli sam rząd skapitulował przed amerykańskimi Big Techami wkrótce po objęciu większości stołków w polskim parlamencie?
Źródła
Zdjęcie tytułowe zostało zrobione przez użytkownika o pseudonimie Alexas_Fotos i jest ono dostępne na Wikimedia Commons w domenie publicznej. Treść artykułu powstała wyłącznie na podstawie źródeł własnych.
#Facebook #Felietony #InformacjaPubliczna #Instagram #MetaPlatforms #OrganyPaństwowe #OtwarteOprogramowanie #Państwo
Można podpisać petycję, żeby TikTok ograniczył szkodliwość swojej działalności #FixTikTok od @edri https://eupolicy.social/@edri/113985977656468243*przeczytawszy uprzednio naszą analizę raportu z oceny ryzyka tego VLOP-a:
https://panoptykon.org/obowiazkowe-oceny-ryzyka-VLOP-tiktok
'It's digital colonialism': how Facebook's free internet service has failed its users
Free Basics, built for developing markets, focuses on ‘western corporate content’ and violates net neutrality principles, researchers sayOlivia Solon (The Guardian)
Przydałoby się, żeby obejmował zarówno stronę techniczną (obsługa gita, klonowanie repo, wysyłanie zmian itd.) jak i etykietę: co wypada, a na co trzeba uważać, żeby nie podpaść devom.
Znacie coś takiego?
#OpenSource #OtwarteOprogramowanie #git #github #etykieta #poradnik
Szacunek @jciesz i @Andruszkiewicz1 za zrozumienie potrzeby 💛”
#otwartyKod #otwarteOprogramowanie #FLOSS #Polska #technologia #programowanie